mama

Dlaczego cieszę się, że NIE jestem już w ciąży

Ogólnie ciążę znoszę raczej dobrze. Zwłaszcza drugi trymestr (jakżeby inaczej). Nawet zdarzało mi się mówić, że ja to w sumie lubię być w ciąży. Dziś doceniam, że w ciąży już NIE jestem.

Mówią, że ciąża to „stan błogosławiony”. Piękny, wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. No i coś w tym oczywiście jest. 🙂 Ale jak sama nazwa też wskazuje, niejednokrotnie bywa, że ciąża ciąży. W moim przypadku jest 5 głównych powodów, dla których doceniam swój obecny już nieciążowy stan. Ciekawa jestem, czy miałaś z którymś z tych punktów do czynienia.

Moje ciało jest MOJE

Nie masz bladego pojęcia, jak dobrze jest móc w końcu normalnie się ubrać! Podnieść zwyczajnie nogę, zgiąć się w pół,, stanąć na jednej nodze, czy po prostu obciąć sobie paznokcie u stóp. 🙂 I choć może to brzmieć zabawnie, wręcz śmiesznie. Ale może to potwierdzić każdy, kto kiedykolwiek złamał rękę, nogę lub był/ jest w jakikolwiek sposób zależny od innych ludzi. To BEZCENNE móc samemu o siebie zadbać. Bez niczyjej pomocy. Być samodzielnym.

Ostatnie ciążowe zdjęcie :-)
Ostatnie ciążowe zdjęcie 🙂

Nie jestem w ciąży. A pierwsze, co zrobiłam po porodzie, to swobodnie nabrałam powietrza. Brzmi dziwnie? Może. Ale ja w końcu poczułam, że mogę oddychać.

Nikt mnie nie kopie

Uczucie, gdy czujesz ruchy swojego dziecka, jest naprawdę niesamowitym uczuciem. Ciężko je wytłumaczyć, to niesamowite przeżycie. I choć czasem jeszcze, gdy coś mi tam w brzuchu burknie, to przeleci mi przez głowę „Oho!”, ale nieee…. Spokojnie, to już tylko jelita. 😉

Podczas każdej mojej ciąży czekałam z niemałą niecierpliwością na pierwsze ruchy dziecka. Gdy w końcu się pojawiały, czułam ogromną radość i wzruszenie. I podczas, gdy na początku przy tych ruchach towarzyszyły mi same pozytywne uczucia, tak im dłużej trwała ciąża, tym było mniej ciekawie. Im dziecko większe, tym bardziej te ruchy, a właściwie kopniaki, potrafią dać mamie nieźle w kość. Dziecko uciska wszystko, co możliwe, bo przecież ma coraz mniej miejsca. A już pod sam koniec ciąży, gdy bywam bardzo wyczulona na poszczególne ruchy, zaczynam się też czasem bardzo stresować… gdy tych ruchów nie czuję. Gdy jest ich mniej, występują rzadziej, są słabsze niż zwykle. I głowa zaczyna pracować na wzmożonych obrotach, doprowadzając mamę do szaleństwa pytaniem, czy aby na pewno wszystko jest w porządku.

Nikt nie pyta, jak się czuję

Chyba nie ma człowieka, który nie lubi, gdy się ktoś o niego troszczy. Gdy ktoś o niego dba, przytula, kocha. Ale ważne jest, by ta troska nie zamieniła się w duszącą złotą klatkę. A pytanie „jak się czujesz”, w ciąży potrafimy słyszeć naprawdę niezliczoną ilość razy. Co w którymś momencie potrafi… męczyć. A nawet doprowadzać do szału.

Ja wiem, że rodzina i przyjaciele, znajomi i nieznajomi, robią to zwykle z troski. Jednak wyczytałam ostatnio w którejś z książek, że warto się zastanowić, jaką datę porodu podajemy. 🙂 Może warto to przemyśleć i by uniknąć wzmożonej liczby pytań „jak się czujesz” uniknąć, właśnie przez podawanie późniejszej niż przewidywana daty porodu. Dla mnie ma to sens. Zdecydowanie może zmniejszyć poziom stresu mamy.

W końcu mogę się wyspać

Tak, wiem. Może to dziwić, gdy na stanie mam niemowlaka. 🙂 Ale wbrew temu wysypiam się teraz lepiej niż w jakimkolwiek momencie ciąży. Zwłaszcza ta ostatnia, czwarta ciąża dała mi pod tym względem mocno do wiwatu.

Przez prawie całą tą ciążę moja głowa pracowała na niesamowitych obrotach i ciężko było mi zatrzymać ten wieczny kołowrotek myśli. Do tego im bobas był większy, tym bardziej uciskał, kopał, wierzgał i w żadnej przyjętej pozycji nie było mi wygodnie. Do tego tak bolał mnie kręgosłup i drętwiała cała lewa strona ciała, że rano ledwo byłam w stanie się podnieść.

A kogo tu przyniosło?
A kogo tu przyniosło?

Także ten… teraz mimo nocnych pobudek mój sen jest dużo bardziej efektywny. 🙂 Nawet, gdy z biegiem nocy w naszym łóżku (160×200) pojawiają się kolejne nogi i ręce, i rano śpię w poprzek łóżka. 😉

Nie mam zgagi!

Nareszcie mogę jeść, co chcę i kiedy chcę! W każdej ciąży od któregoś momentu męczyła mnie zgaga. Jak mijały początkowe mdłości (męczyły mnie mniej więcej od początku do jakiegoś 11-tego tygodnia ciąży), tak chwila moment i nadchodziła znienawidzona zgaga. Do pierwszej ciąży nie miałam pojęcia, co to takiego.

Babeczkę?
Babeczkę?

Ciąża to był chyba pierwszy moment w moim życiu, gdy realnie poczułam, że jedzenie ma znaczenie. Może późno, ale chyba lepiej późno niż wcale. 😉 I to nie miało nic wspólnego z moimi rosnącymi gabarytami, a właśnie z tą znienawidzoną zgagą. Bo ona nawet w nocy potrafiła mnie nieźle przeczołgać.

Jednym zdaniem

Cieszę się, że nie jestem w ciąży. Już nie. Jak to mówią, „fajnie było, ale dobrze, że się skończyło”. 😉 Znajdą się tacy, co mi zarzucą, że jak mogę tak mówić. Przecież są ludzie, którzy latami starają się, by zajść w ciążę. A i tak różnie z tym bywa. Tak. Nie neguję tego. Wręcz przeciwnie, potrafię się naprawdę domyślić, jak wielki może być ich ból.

No heloł!
No heloł!

Nikt jednak nie ma prawa negować moich uczuć. Bo są jakie są. A ja cieszę się, że w ciąży byłam i już nie jestem. Bo ciąża to nie jest wcale taki tylko piękny, błogosławiony czas. To czas, kiedy:

  • ciało kobiety przestaje być tylko jej,
  • wiele codziennych, zwykłych czynności staje się z dnia na dzień coraz trudniejsze,
  • pojawiają się nowe dolegliwości, bólowe i nie tylko,
  • niektórzy obchodzą się z Tobą jak z jajkiem, a niektórzy wręcz przeciwnie – nie widzą i nie chcą widzieć ani zrozumieć Twoich ograniczonych możliwości,
  • dzieje się wiele, wiele innych niekoniecznie przyjemnych rzeczy.

Jeśli jesteś właśnie w ciąży i czujesz, że masz już dość, możesz tak czuć. To totalnie normalne. Przytulam Cię. Jeszcze troszkę i to minie. Teraz weź głęboki oddech i popatrz w niebo. Albo na zielone liście drzew. Pooddychaj. A jeśli potrzebujesz, połóż się i odpocznij. Zadbaj o siebie.

A Ty? Lubiłaś być w ciąży? Jak wspominasz ten czas?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.