Mama, Wywiad

10 pytań do #18: Kamili Bartoszek, mamy dwóch córek, przedsiębiorczej business woman

Bo życie jest nie po to, żeby je po prostu przeżyć. Życie jest po to, by przeżyć je jak najlepiej. W zgodzie z sobą i swoimi przekonaniami, wartościami, marzeniami. Niektórzy odkładają marzenia na nieokreślone później. Ona postanowiła wziąć się z życiem za rogi i stawia na marzenia. Na siebie. Kamila Bartoszek – mama dwóch córek, świeżo upieczona business woman.

Kamila Bartoszek z córkami
Kamila Bartoszek z córkami

1. Wzięłam sprawy we własne ręce, bo…

bo dotarło do mnie, że chcę od życia czegoś więcej. Do tamtej pory pracowałam tylko na etacie: w gimnazjum we Wrocławiu jako nauczyciel języka angielskiego, co wiązało się z dojazdami. Chociaż praca była satysfakcjonująca, to pensji starczało mi tylko na paliwo. Następnie pracowałam w międzynarodowej korporacji wydawniczej i w lokalnej firmie produkcyjnej. Praca w wydawnictwie była również świetna, ale po 10 latach nielimitowanego czasu pracy byłam już bardzo zmęczona. Odbijało się to na moim zdrowiu, życiu w ciągłym pośpiechu, braku czasu dla dzieci, męża i siebie. Dotarłam do ściany i musiałam to zmienić. A w mojej ostatniej pracy zawodowej uzmysłowiłam sobie, że nie wykonuję jej z wcześniejszą pasją. Ddodatkowo, poniżej moich możliwości i ambicji oraz poniżej oczekiwań finansowych. Nie docierało wtedy jeszcze do mnie, że życie przecieka mi przez palce. Ostatecznie decyzja zapadła w mojej głowie i w sercu na podstawie słów Jacka Walkiewicza i Kamili Rowińskiej. „Kamila, zaufaj sobie i bądź odważna! Podejmij najlepszą dla siebie decyzję. Nie odkładaj na jutro, jutro i jutro, bo czas przecieka Ci przez palce.” Zdecydowałam się iść na swoje.

Obecnie buduję rynek konsumencki dla rodzinnej amerykańskiej firmy Forever Living Products, która jest największym producentem aloesu na świecie posiadając 85% światowych plantacji aloesu. Firma jest zorganizowana w systemie MLM, który gwarantuje mi: dyspozycyjność czasową, niezależność w działaniu, finanse na odpowiednim poziomie, adekwatne do mojej włożonej pracy i mnóstwo wyzwań w rozwoju osobistym i zawodowym. Dla mnie, jako dla mamy dwóch szkolnych córek, jest to doskonała opcja. Dzięki temu mogę mieć czas dla dzieci, dostosować pracę do naszego życia, a nie życie podporządkować pracy. To ma dla mnie ogromne znaczenie.

2. Dzień organizuję sobie…

sama. Wszystko zależy ode mnie: decyduję o godzinach pracy łącząc rolę mamy z pracą zawodową. Wszystko należy do mnie: najczęściej pracuję z domu, przy biurku. Umawiam się na spotkania i rozmowy online, ale też na żywo, czasami jadę do innego miasta. Ważne dla mnie jest to, abym była dyspozycyjna w czasie, który potrzebuję dla córek. Tzn. odbiór ze szkoły, logistyka zajęć popołudniowych, czy po prostu czas z dziewczynkami po południu i spokojny wieczór.

3. Na co dzień napędza mnie…

myśl, że chcę swoje życie przeżyć w zgodzie ze sobą, kochając bliskich i będąc przez nich kochana. Napędza mnie chęć pomagania i wspierania, dlatego dużo udzielam się społecznie. Zawodowo napędzają mnie sukcesy mojego zespołu, wspólne rozwijanie biznesu, pomaganie w rozwoju, dobra energia, wzajemne wsparcie i zarabianie pieniędzy.

4. Największe wyzwanie w moim życiu to…

aktualnie postawienie na siebie. Przez ostatni rok, od kiedy nie pracuję na etacie, bardzo dużo dowiedziałam się o sobie. Dlatego właśnie zaczęłam rozwijać nowe kompetencje i umiejętności. Moją słabą stroną był ciągły pośpiech, który powodował, że wszystko robiłam na ostatnią chwilę. Aby to zmienić, podjęłam dwa wyzwania dla siebie: codziennie wstaję o 5:30 zamiast o 7:00, zanim obudzą się domownicy. Wtedy planuję swój dzień: robię listę rzeczy do zrobienia, spraw do załatwienia, ustalam priorytety na dany dzień i cały rozkład dnia, którego później przestrzegam, aby na koniec dnia mieć poczucie, że dobrze wykorzystałam czas. Drugie wyzwanie, to szybki marsz lub bieg 2-4 km codziennie, bez względu na pogodę. Zdaję sobie sprawę, że to dziwnie brzmi, ale to jest mój sposób na ćwiczenie w sobie samodyscypliny – niezbędnej umiejętności w życiu.

5. W swoim życiu najbardziej cenię sobie…

ludzi wokół mnie. Mam olbrzymią miłość do mojej rodziny i bliskich, serdeczność i lojalność wobec przyjaciół i znajomych oraz szacunek, życzliwość i zrozumienie do obcych ludzi stających na mojej drodze. Wierzę od dziecka w przysłowie: „Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe” i jest ono drogowskazem w moim życiu.

6. Siłę czerpię z…

córek i męża. Dziewczynki zachwycają mnie nieustająco małymi rzeczami, które w całości dają piękny obraz rozwijającego się człowieka. Doceniam samodzielnie napisane wypracowanie starszej córki, podziwiam postępy w aktywności sportowej, wzrusza mnie słuch muzyczny u młodszej czy rozczula loczek na karku, gdy patrzę jak śpi. Staram się być jak najlepszą mamą, ale też chcę dawać przykład jako kobieta, przedsiębiorcza i niezależna, aby mogły kiedyś mówić, że nauczyły się pewnych działań ode mnie.
Bardzo dużo siły daje mi mój mąż, który we mnie bardzo mocno wierzy, wspiera i popycha do działania. Czasami myślę, że wierzy bardziej niż ja sama. Wiele Jego cech charakteru imponuje mi, ponieważ pozwalają Mu prowadzić i rozwijać swoją firmę od 16 lat. Tymczasem ja po 16 latach doświadczenia na etacie dopiero się uczę pracy na swoim i wiem, że na etat już nie wrócę.
Lubię się uczyć, lubię pomagać innym w nauce, a ich wdzięczność i wspólne sukcesy też dają mi ogromną siłę do dalszych działań.

7. Gdybym nie robiła tego, co robię teraz…

to pewnie robiłabym coś innego. Od czasów szkoły podstawowej uczyłam lalki, zapisywałam obecności w „dzienniku” i tematy lekcji. Później robiłam to jako nauczyciel języka angielskiego w życiu zawodowym. W mojej rodzinie zawsze były silne kierunki: matematyka i ekonomia, co można rozumieć jako liczenie i pieniądze, ale ja do tego doszłam dopiero teraz. Doceniam fakt, że moje dotychczasowe doświadczenia doprowadziły mnie do miejsca, w którym obecnie się znajduję, i z którego wystartowałam z nowym projektem biznesowym.

8. Na moim „podwórku” brakuje mi…

silnych i przedsiębiorczych kobiet. Może wynikać to z tego, że w sumie mam niewielu znajomych w Oławie, ponieważ pochodzę z Dzierżoniowa. To tam zostawiłam szkolne i licealne przyjaźnie i znajomości, a mieszkam w Wierzbnie od 2004 roku. Jestem jak przesadzone drzewo – musi upłynąć czas, aby zapuściło korzenie na dobre i pozwoliło ptakom uwić gniazda w koronie i wychować młode.

Marzy mi się utworzenie klubu dla przedsiębiorczych kobiet, abyśmy mogły podejmować różne inicjatywy we wspólnym interesie, regularnie się spotykać, szkolić się, rozwijać swoje biznesy bez niepotrzebnej rywalizacji. Jestem gotowa ze swojej strony rozpocząć takie działanie. Potrzebne są chętne babki, które dołączą do takiej inicjatywy.

9. Macierzyństwo to…

dla mnie wielka radość i spełnienie.

Macierzyństwo to był projekt etapowy, wielokrotnie złożony, trwający do dziś. Czas przygotowania się i oczekiwania na córki był błogi, a pojawienie się dziewczynek – magiczne!

Macierzyństwo, bywa również, że budzi w głowie niepokój o dzieci, o ich zdrowie, o ich prawidłowy rozwój. Także o ich przyszłość, o to co mogłoby się zdarzyć. Przeróżne myśli i obawy kłębią się w matczynej głowie od tysięcy lat, więc pocieszam się, że to jest taka cecha matki: martwić się na zapas i bez potrzeby.

10. Macierzyństwo nauczyło mnie…

wymagać najpierw od siebie. Dzieci nie tylko nas słuchają, ale przede wszystkim obserwują, a potem naśladują nasze czyny. Dajemy z mężem przykład swoim działaniem. Tak wychowujemy dzieci, inspirujemy się nawzajem, bo mamy osobne obszary zainteresowań.

Macierzyństwo nauczyło mnie także, aby do misternie zaplanowanego dnia osoby dorosłej dodawać bufory czasowe na niespodziewane wydarzenia z udziałem dziecka. To ratuje sytuację od spóźnienia się, niepotrzebnych nerwów za kierownicą czy podczas wychodzenia z domu.

Macierzyństwo nauczyło mnie jeszcze większej cierpliwości i kontrolowania własnych emocji. A także dostosowywania się do zaistniałej sytuacji i ustępowania dziecku, jeżeli jemu zależy, a mi tak naprawdę nie. Za to nie ustępuję w sprawach nienegocjowalnych. Janusz Korczak, mój autorytet, mówi: „Nie ma dzieci, są ludzie”. I Jego słowa pokazują, że dziecko to niedojrzała osoba, mająca swoją godność. Idąc dalej za tą myślą, rozumiem, że moim obowiązkiem jest wspierać dziecko w byciu sobą. A nie kształtować je na swoje podobieństwo czy podporządkowywać swojemu wyobrażeniu i oczekiwaniom. Dla mnie fundamentalne jest, by moje córki rozwijały się po swojemu i samodzielnie, na silne niezależne kobiety.

Dziękuję za zaproszenie do odpowiedzi i przyznaję, że wydawało mi się łatwe, a nie było. Nie mniej, dało mi to dużą frajdę i kolejną lekcję o sobie. Musiałam się skupić i zastanowić, aby odpowiedzi były prawdziwe, prosto z serca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *