Mama, Wywiad

10 pytań do #29: Joanny Wasilewskiej-Kogut, mamy, psychologa, logopedy

Oczywiście, że wiele rzeczy, czasem wszystko, można osiągnąć własnymi siłami. Ale po co, kiedy z innymi ludźmi jest łatwiej, weselej, czasem szybciej? Macierzyństwo potrafi nauczyć jak, kogo i kiedy prosić o pomoc. Że o tą pomoc prosić po prostu warto. Joanna Wasilewska-Kogut jest psychologiem i logopedą. Pracuje z dziećmi i rodzicami, zajmując się poradnictwem psychologicznym, prowadząc terapię i wsparcie psychologiczne. Propaguje edukację emocjonalną dzieci od najmłodszych lat. Prowadzi własny gabinet psychologiczno-logopedyczny SENS-MED oraz razem z koleżanką żłobek BAŚNIOWA KRAINA. Prywatnie jest mamą dwójki wspaniałych dzieci, 5-letniego Kacpra i 7-miesięcznej Michaliny. Do tego pasjonuje się zdrowym odżywianiem, a całkiem niedawno została Morsem.

Joanna Wasilewska-Kogut z dziećmi

Joanna Wasilewska-Kogut

1.   Wzięłam sprawy we własne ręce, bo…

Czułam, że mój umysł i ciało krzyczą dość.

Wcześniejsza praca w korporacji przestała mnie cieszyć, czułam brak sensu i znaczenia w tym, co robię. Wierzę, że jedyną stałą jest zmiana, i że tworzymy swoje życie każdego dnia – i warto to robić świadomie. Prowadzenie własnego gabinetu, współtworzenie razem z koleżanką żłobka, to realizacja moich marzeń i planów. Aktualnie mam szczęście prowadzić z moją wspólniczką bardzo rozwojowe miejsce. Otaczam się ludźmi wyznającymi podobne wartości. Nie zawsze tak było i jestem dumna, że podjęłam taką decyzję. Praca z dziećmi i dla dzieci to duże wyzwanie. Psychologia małego dziecka wciąż mnie zaskakuje, wyzwala kreatywność. Własny biznes to dla mnie wyjście ze strefy komfortu. To praca bez ram czasowych, bez 26 dni urlopu, bez stałej pensji. W zamian jednak jest poczucie sensu, pewność siebie, zadowolenie z życia.

2. Dzień organizuję sobie…

według kalendarza. Staram planować sobie tydzień, miesiąc. W styczniu zsynchronizowałam kalendarz męża ze swoim kalendarzem Google (w sumie zrobił to mój mąż 😊). Daje mi to poczucie, że panuję nad sytuacją. Wprowadziło więcej spokoju do naszej rodziny. Zawody sportowe męża, uroczystości w przedszkolu syna, szczepienia córki – przestały mnie zaskakiwać. 😊 Wpisuję sobie też cele tygodniowe do kalendarza, zwłaszcza te, które dotyczą spraw żłobka, bo to nasza świeżynka, która wciąż się rozwija. Bywają dni, że głowa mi buzuje od pomysłów i muszę to zapisać, aby nie uciekło.

3. Na co dzień napędza mnie…

wyzwania, które przede mną stoją. Te biznesowe oraz rodzinne. Jest u mnie taka korelacja pomiędzy ilością wyzwań, a moją efektywnością. Im więcej mam rzeczy do zrobienia, tym lepiej funkcjonuję. Uśmiechy moich dzieci, pacjentów, zabawy z maluchami na dywanie. Morsowanie, które pokochałam tej zimy, i które wyzwala dużą ilość endorfin. Czasem z pomocą przychodzi kawa. 😊

4. Największe wyzwanie w moim życiu to…

Obecnie, znalezienie czasu na przyjemności, sport w wymiarze sprzed ciąży. Wyciskam z dnia (czasem z nocy), co się da. Wiem, jak ważne jest dbanie o siebie, traktowanie siebie z troską, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie dbać o innych. Wierzę, że to jednak przejściowe. Dzieci podrosną, noce będą przespane, biznes się ustabilizuje.

5. W swoim życiu najbardziej cenię sobie…

poczucie sensu i znaczenia w tym, co robię, ale także rodzinę, znajomych, zdrowie. Wciąż uczę się celebrować małe rzeczy, dostrzegać pozytywy, drobiazgi, widzieć szklankę do połowy pełną. To taki trening uważności, który wprowadziłam w swoje zabiegane życie. Pozwala się zatrzymać, docenić to, co się ma, podziękować.

6. Siłę czerpię z…

spotkań z mądrymi ludźmi, ale myślę tu o mądrości życiowej, doświadczonych, nie bojących się wyzwań. Szkoleń i warsztatów, na które nie mogę przestać się zapisywać, i na które wydaję większość pieniędzy. To takie perpetuum mobile, jestem na jednym szkoleniu i zaraz po nim rodzi się potrzeba bycia na kolejnym. Potrafię zapisać się na szkolenie dla jednego wyjątkowego pacjenta. Odczuwam ogromną satysfakcję i siłę, kiedy mam możliwość pomocy rodzicom w ich wyzwaniach wychowawczych, dzieciom w wyzwaniach rozwojowych, czy pacjentom po udarze pomóc odzyskać mowę.

7. Gdybym nie robiła tego, co robię teraz…

pewnie pracowałabym gdzieś w korporacji po 8 -10 godzin, bo psychologia i logopedia to nie jedyny fach w ręku, który posiadam. 😊 Uważam, że my kobiety powinnyśmy dążyć do niezależności finansowej, ale przede wszystkim zawodowej. Każda z nas jest zdolna do napisania własnej historii. Ta siła, którą dała nam matka natura, pozwala nam kobietom łączyć pracę z macierzyństwem. Zdobyte kierunki studiów i szkoleń, doświadczenie otworzyły mi wiele furtek, nie ograniczają mnie, dają możliwość wyboru. To coś, czego nikt mi nie zabierze, coś, co sobie bardzo cenię w moim życiu.

Może byłabym bardziej zaangażowana w ochronę środowiska, bo ekologia zawsze była i jest mi bliska. Ubolewam, że nie dbamy o swoje otoczenie, że las, przy którym mieszkam, jest pełen śmieci, że ścieżki, po których zdarza mi się czasem pobiegać, pełne są dzikich wysypisk.

8. Na moim „podwórku” brakuje mi…

sklepu ze zdrową żywnością, świeżym, prawdziwym chlebem, dobrymi ekologicznymi warzywami i owocami. Takiego miejsca, w którym jedzenia można dotknąć, powąchać, może coś ugotować.

Do pewnego czasu brakowało mi też żłobka, ale to już nieaktualne. 😊

9. Macierzyństwo to…

Coś dobrego.
Coś pięknego.
Coś, co uruchamia nieznane pokłady siły i energii o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia 😊
Coś, co mnie nie ogranicza w realizacji moich pasji, marzeń, pomaga w pracy.

To też odpowiedzialność za drugiego człowieka i świetna okazja do przekazania wartościowych umiejętności życiowych i społecznych.

10. Macierzyństwo nauczyło mnie…

organizacji czasu, planowania, ale i spontaniczności. Dało wielkiego kopa do działania i tworzenia. Odkąd mam dzieci, moje życie zawodowe przyspieszyło. Dzieci mnie inspirują, dzięki nim chce mi się więcej, mocniej. Nie ma chyba lepszego szkolenia z zarządzania czasem, jak zostanie rodzicem. Macierzyństwo dało mi też odwagę do bycia niedoskonałą. Jeśli czegoś nie zrobiłam w domu, nie ugotowałam, nie posprzątałam, to jest to ok i ja dalej jestem ok. Nauczyło mnie też prosić o pomoc bliskich, znajomych. Nie zawsze daję radę, nie wstydzę się już powiedzieć „proszę, potrzebuję pomocy”. Wtedy pomaga rodzina, znajomi, bez których nie byłabym tu, gdzie jestem. Za wieloma dobrymi zawodowymi rzeczami w moim życiu stoi mój mąż. Dzielny z niego mężczyzna, świetny tata i przyjaciel. Dostaję od niego mnóstwo wsparcia, które pcha do przodu.

P.S.

Jeśli jesteście zainteresowani różnego rodzaju warsztatami dla dzieci lub rodziców, śledźcie koniecznie strony żłobka i gabinetu. Co jakiś czas pojawiają się nowe, ciekawe propozycje! Już w najbliższym czasie warsztaty dla rodziców, tzw. Akademia Rodzica – warsztaty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *