Mama, Poród

Historia porodowa #9 | Małgosia Biber

Każda ciąża kiedyś się kończy. Czasem decyzja o tym, jak urodzimy nie należy do nas. Bywają sytuacje, gdzie przeciwwskazania zdrowotne kwalifikują nas do cięcia cesarskiego, czy się nam to podoba czy nie. Ale gdyby tak jednak próbować rodzić siłami natury?

Bo każda historia jest na wagę złota.

Amelka kilka dni po narodzinach, fot. archiwum prywatne
Amelka kilka dni po narodzinach, fot. archiwum prywatne

Początki

Moja ciąża była raczej bezproblemowa, chociaż miałam wskazanie do cięcia cesarskiego z powodu wady kręgosłupa. Mimo to nie obyło się bez stresu. A to z uwagi na to, że w 34 tygodniu trafiłam na oddział patologii ciąży w Oławie, z podejrzeniem odklejającego się łożyska. Całe szczęście dzięki bardzo dobrej opiece pani dr i po kilkudniowej obserwacji mogłam wyjść do domu. Po tym incydencie już bez problemu doczekałam do równo 38 tygodnia ciąży.

Porodówka” cz. 1

Zaczęło się około 3:00-4:00 w nocy, gdy obudziła mnie chęć skorzystania z toalety. Okazało się, że to jednak nie zwykła potrzeba, tylko sączące się wody płodowe. Dlatego sprawdziłam jeszcze torby, czy wszystko jest spakowane, po czym obudziłam męża i pojechaliśmy na oddział porodowy do Oławy. Bardzo miła Pani na izbie przyjęć zapytała o wszystko, poprosiła o wyniki badań i kartę ciąży oraz moje skierowanie na cięcie i poprosiła o przebranie się w szpitalną „sukienkę”.  Następnie założono mi opaskę identyfikacyjną na rękę. Zostałam przeniesiona na salę, gdzie było do naszej dyspozycji łóżko, radio i toaleta, była to tzw. sala poporodowa. Tam mogliśmy zostawić nasze rzeczy, a potem przejść z mężem na salę porodową.

Bardzo miłe panie położne zrobiły wywiad, potem KTG, na którym nie było widać skurczy, ale wody sączyły się dalej. Przyszedł lekarz, zbadał i powiedział, że rozwarcia nie ma, wody płodowe mogą się sączyć nawet około 24 godzin. W związku z tym, że miałam skierowanie na cesarskie cięcie, lekarz poszedł zapoznać się z dokumentami i moimi wynikami. Nie minęło dużo czasu, wciąż byłam podpięta pod KTG, lekko zdenerwowana, bo bałam się strasznie cesarskiego cięcia. Czekałam z niecierpliwością aż lekarz wróci. W końcu z mężem się doczekaliśmy. Lekarz wrócił. Nie było to długo, może z 15 minut, ale wiadomo jak to w stresie, wydawało nam się, że to bardzo długo. I zapytał mi się, czy jestem pewna, że chcę mieć cesarskie cięcie, czy chciałabym rodzić naturalnie. Ponieważ moje wyniki dotyczące wady kręgosłupa nie są aż tak poważne, żebym nie mogła rodzić naturalnie. Bez namysłu odpowiedziałam, że chcę rodzić naturalnie. Mina mojego męża była bezcenna. Pana doktora zresztą też.

To w takim razie, lekarz powiedział, że będę przeniesiona na patologię ciąży. Ponieważ nie ma widocznych skurczy na badaniu KTG, to tam będziemy czekać na dalszy rozwój sytuacji. Jeśli natomiast maleństwo nie będzie chciało wyjść w ciągu 24 godzin, to dostanę leki na wywołanie. Panie położne na sali porodowej powiedziały, że czekają, żebym wróciła jeszcze na ich zmianie, ale niestety tak już się nie stało.

Porodówka” cz. 2

Salę porodową pierwszy raz opuściłam około godziny 12:00. Potem cały dzień sączyły mi się wody i na KTG około godziny 20:00 dalej nie było widać skurczy. Jakieś delikatne skurcze dostałam około 21:00, ale nie były regularne. Rozmawiając z mężem przez telefon powiedziałam: „Idź spać, żebyś się wyspał na rano. Jak dostanę leki na wywołanie, to żebyś był przy nas.” Około 23:00 poszłam do położnej i powiedziałam, że mam już regularne skurcze. Położna prosiła, żebym wróciła do siebie na salę i jeszcze chwileczkę poczekała, a za chwilę zawoła mnie na badanie. Nie minęło 5 minut, jak poproszono mnie do gabinetu zabiegowego. Okazało się, że mam 6 cm rozwarcia, choć skurcze nie były jakoś mocne bolesne. Po badaniu wróciłam na salę patologii ciąży, pozbierałam swoje rzeczy, po czym położna przewiozła mnie na salę porodową po drodze zostawiając moje rzeczy ponownie w sali poporodowej.

W międzyczasie zapytała się, do kogo ma zadzwonić, kto będzie mi towarzyszył, czy bardzo się boję, stresuję, takie podstawowe, ale jednocześnie bardzo miłe i odwracające uwagę pytania.

Największe zdziwienie wzbudziła moja odpowiedź, że jak będę rodzić naturalnie, to wszystko będzie w porządku. Bo zdecydowanie bardziej bałam się porodu cesarskim cięciem. Po niedługim czasie do sali porodowej dołączył do mnie mąż, gdzie nocną zmianę sprawowały ponownie przesympatyczne położne. Na oddziale porodowym przez cały poród byliśmy sami, z położnymi. Zapytano się mnie, w jakiej pozycji najmniej bolą skurcze, które nie były jakoś szczególnie nie do zniesienia. Najlepiej było mi akurat chodząc, dlatego dreptałam po korytarzu, ile tylko mogłam. Przy kolejnym badaniu okazało się, że jest już 9 cm rozwarcia, ale dopóki mnie to odprężało, mogłam nadal spacerować. Ponownie po około 40 minutach położne zawołały mnie na badanie. Pytały, czy nie mam odczucia, że te skurcze są jakby inne, nie takie bolesne, ale takie wypychające. Wtedy jeszcze nie były. Wciąż miałam rozwarcie na 9 cm, więc dalej z mężem spacerowaliśmy. Około godziny 3:40 zostało mi zrobione ostatnie badanie, gdzie akcja się zatrzymała, dlatego została mi podana kroplówka. Po niej po około 10 minutach akcja porodowa ruszyła. Nie trwała długo, bo o 4:10 już kangurowałam naszą ukochaną córeczkę Amelkę. Podczas akcji porodowej położna musiała mnie naciąć, ale to nic nie bolało. W ogóle ból podczas porodu w skali od 0 do 10 oceniam na 5.
Podczas, gdy nasza córeczka była badana przez doktor neonatolog, mnie założono kilka szwów. Po tym czasie córeczka już była pod opieką taty, który tulił ją do siebie, panie położne wspierały mnie, potem wspierały tatę, za co im naprawdę dziękujemy. Następnie zostaliśmy przeniesieni do sali poporodowej, szczęśliwi we trójkę. Amelka została przyłożona mi do piersi i tam spędziliśmy nieprzerwanie dwie godziny, w trójkę. Nikt nam nie przeszkadzał, mogliśmy się nacieszyć swoją obecnością.

Oddział noworodkowy

Około 6:00 rano zostałam przewieziona na oddział poporodowy/ neonatologiczny. Na początku pielęgniarka neonatologiczna zabrała naszą córeczkę, żeby zrobić jej pierwsze szczepienie, i żebym mogła się przespać i odpocząć po porodzie. Około 7:00 przyszła położna laktacyjna, pomogła mi wstać z łóżka, żebym mogła pójść do toalety. Później mogłam pójść po córeczkę, a położna laktacyjna zaoferowała mi pomoc w przystawieniu córki do piersi. Odpowiedziała na wszelkie moje pytania. Podczas obchodu doktor neonatolog zbadała córeczkę, powiedziała, że jest zdrowa, i że nic się nie dzieje. Później zostałam zbadana przez lekarza ginekologa, tego samego, który przyjmował mnie poprzedniego dnia na sali porodowej. To dzięki niemu urodziłam bez cesarskiego cięcia, siłami natury. Zapytał mnie żartobliwym tonem, dlaczego nie poczekałam na niego do rana, po czym z uśmiechem na ustach powiedział, że „Taka śliczna istotka się w nocy urodziła, to nie mam Pani tego za złe”.
Tak naprawdę we wszystkich stresujących momentach naprawdę można było liczyć na cały personel. Tak wyglądały mniej więcej 3 doby. W międzyczasie córeczka miała wykonywane podstawowe badania, raz dziennie panie położne zabierały maluszki na kąpiel, przebierały w świeże ubranka. Ostatniego dnia na chwilę przed wyjściem córka miała wykonane badanie słuchu, które odbywa się dzięki wsparciu ze strony  Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Dziękujemy całemu personelowi oddziału ginekologicznego w Oławie, zaczynając od oddziału patologii ciąży przez salę porodową,  poporodową i kończąc na oddziale neonatologiczny!
 
Amelka z mamą, fot. archiwum prywatne
Amelka z mamą, fot. archiwum prywatne

Metryczka

Kto: Amelka Biber

Kiedy: 10.05.2017 r.

Waga: 3700 g, 54 cm

Gdzie: Zespół Opieki Zdrowotnej w Oławie (Oława, Kamila Baczyńskiego 1)

P.S.

Jeśli chciałabyś podzielić się swoją historią i rodziłaś w jednym z wyżej wymienionych szpitali, odezwij się mailowo (smartasy.olawa@gmail.com) lub przez fanpage FB @smartasy.olawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *