Mama, Poród

Historia porodowa #16 | Ewa

Ewa ma za sobą 3 cesarskie cięcia. Każde z nich wspomina inaczej. A niektórzy lekarze chyba nigdy nie powinni zostać lekarzami.

Bo każda historia jest na wagę złota.

Początki

W oławskim szpitalu rodziłam trzykrotnie. Pierwszy raz w 2006, następnie w 2012 i ostatni raz w 2016 roku. Pierwszy poród był najgorszy. Cięcie cesarskie zaplanowane było ze względu na pośladkowe położenie dziecka i szacowaną wagę ponad 4kg. Trafiłam na oddział w 38 tygodniu ciąży, na dzień przed planowanym cięciem. Po zainstalowaniu mnie na sali, wykonano mi szereg badań, w tym ginekologiczne. Lekarz przeprowadzająca je nie była delikatna. Nie traktowała mnie jak pierworódki. Kiedy zaprotestowałam, że badanie sprawia mi ból, usłyszałam, że ” Trzeba było się nie jebać, to by nie bolało”. Podejście lekarza było dla mnie szokiem. Czułam, jakby miała do mnie pretensje, że jestem w ogóle na oddziale. Tego samego dnia, po południu, miałam rozmowę z anestezjologiem. Niewiele z niej pamiętam, najbardziej w pamięci utkwiło mi podtykanie kartek do podpisu ze wskazaniem, gdzie takowy mam złożyć.

Porodówka

W dzień zabiegu zostałam rano zabrana do gabinetu zabiegowego. Mimo, że miałam usunięte dokładnie owłosienie, położna stwierdziła, że musi mnie ogolić, co zrobiła jednorazówką na sucho. Później zostałam zacewnikowana i podłączono mi kroplówkę. Nie wiem jaką i po co. Na sali operacyjnej kazano mi przesiąść się na stół i ułożyć wyprostowane nogi prostopadle do tułowia. Z brzuchem, w obwodzie którego miałam prawie 150 cm, było to dość trudne. Pojawił się anestezjolog. W tej siedzącej pozycji kazał mi zrobić tzw. koci grzbiet. Nie bardzo słuchał, że jest mi to zrobić po prostu trudno. Nakazywał większe wygięcie części lędźwiowej. Po wykonaniu znieczulenia natychmiast mnie położono i przysłonięto dolną część ciała parawanem. Czułam zimny i mokry płyn, którym smarowali mi brzuch. Pielęgniarka stojąca obok lekarza, wystukiwała na moim udzie jakiś rytm dłońmi. Coś mi wkłuto w nogę. Kiedy powiedziałam, że czuję ból, anestezjolog stwierdził, że to niemożliwe, i że działa moja psychika. Gdy lekarz rozciął mi brzuch, zaczęłam krzyczeć, że to boli i rozpłakałam się. W ułamku sekundy pojawił się ordynator i usłyszałam tylko, że zostanę uśpiona, i że w ustach zrobi mi się gorzko.

Wybudzili mnie jeszcze na sali operacyjnej i jedyne, co pamiętam, to słowa jakiejś kobiety „duży chłopak 10 w Apgar”. Zawieziono mnie na salę pooperacyjną, gdzie ówczesny mąż z salową przerzucili mnie na łóżko. Męża wyproszono, a mi zabroniono spać i podnosić się.

Oddział noworodkowy

Następne co pamiętam, to wizyta mojej mamy. Wtedy też pierwszy raz zobaczyłam syna. Przywieźli mi go, położyli u boku, położna zapytała, czy potrafię przystawić do piersi. Odparłam, że nie, więc zrobiła to za mnie i wyszła. Za chwilę wyproszono moją mamę. Zostałam na sali sama z dzieckiem przy piersi i zbyt krótkim przewodem do kroplówki, z zakazem podnoszenia się. Przycisk dzwonka spadł na podłogę. Byłam przerażona, bo nie miałam pojęcia, co mam robić. Syn zasnął. Po dłuższym czasie położna zabrała syna. Zostałam sama na sali. W nocy okropnie rozbolał mnie brzuch. Po kilkunastominutowym nawoływaniu położnej (przycisk dzwonka dalej leżał na podłodze), nareszcie się zjawiła. Na moje szczęście była też człowiekiem. Rozcewnikowała mnie, podała środki przeciwbólowe i pozwoliła spać. Po porannej toalecie przeniesiono mnie na salę dla położnic. Przyniesiono mi syna, wtedy też położna pokazała jak przystawić go do piersi, jak odstawić, sprawdziła pokarm, odpowiadała na wszystkie moje pytania. Jestem jej wdzięczna po dziś dzień. Syn nie miał żółtaczki. Spędziliśmy w szpitalu 5 dni.

Urodziłam syna z wagą 4550g i wzrostem 59cm. Taki 3 miesięczny bobasek. 😉

Podsumowując: źle wspominam ten poród!

Poród nr 2

W 2012 roku było już lepiej. Również miałam zalecone cesarskie cięcie, tym razem ze względu na moje przepukliny na kręgosłupie. Ponownie przyjęcie na oddział odbyło się na dzień przed planowanym cięciem. I znów trafiłam na lekarz sadystkę. Tym razem jednak byłam mądrzejsza i powiedziałam, że ten lekarz mnie nie dotknie. Doktor poburczała coś pod nosem, położne coś poszeptały między sobą. Przyszedł jednak inny lekarz. Zbadał mnie, wydał dyspozycje położnym. Reszta przebiegała jak za pierwszym razem, z tą jednak różnicą, że w bardziej ludzki sposób. Personel traktował mnie jak człowieka, a nie jak zło konieczne. Jedynym minusem były posiłki, które w oławskim szpitalu wołają o pomstę do nieba, a niektórych nie da się jeść. Hitem tym razem był bigos podany mi na obiad o godzinie 11:30 w drugiej dobie po cięciu. Gdyby nie obecny mąż, skręcałoby mnie z głodu. Pobyt w szpitalu tym razem był ogólnie ok. Wypis nastąpił po 3 dniach.

Urodziłam córkę, 4300g i 55 cm wzrostu.

Poród nr 3

Ostatnie cięcie cesarskie miałam w 2016 i wspominam je najlepiej. Ponownie przy przyjęciu trafiłam na lekarz sadystkę. I tym razem także oznajmiłam, że nie pozwolę się jej dotknąć (zwłaszcza, że dwa lata wcześniej na żywca wykonywała mi łyżeczkowanie po zatrzymanym poronieniu – niestety była wtedy jedynym lekarzem na oddziale).
Lekarze odpowiadali na wszystkie moje pytania. Mąż był przy mnie. Dowiedziałam się, że podczas zabiegu mogę mieć swoje okulary korekcyjne na nosie, gdzie poprzednio kazano mi je zdejmować. Znieczulenie podane było w wygodnej dla mnie pozycji. Po zabiegu mąż został ze mną na sali pooperacyjnej. Przyniesiono nam córkę, która została ze mną na kilka godzin, przy kontrolowaniu przez położne, czy czegoś mi nie trzeba, czy dobrze się czuję. Wstałam zaraz po tym, jak odzyskałam czucie w nogach. Pobyt w szpitalu – 3 dni.

A urodziłam  córkę – 4000g i 54 cm wzrostu. Ten poród wspominam najlepiej. Jedynym minusem pozostały w dalszym ciągu posiłki.

Metryczka

Kto: Filip, Julia, Inga

Kiedy: 2006, 2012, 2016

Waga: 4550 g, 59 cm; 4300 g, 55 cm; 4000g, 54 cm

Gdzie: Zespół Opieki Zdrowotnej w Oławie (Oława, Kamila Baczyńskiego 1)

P.S.

Jeśli chciałabyś podzielić się swoją historią i rodziłaś w jednym z wyżej wymienionych szpitali, odezwij się mailowo (smartasy.olawa@gmail.com) lub przez fanpage FB @smartasy.olawa.

1 thought on “Historia porodowa #16 | Ewa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *