książki, rodzice

Potrzebna cała wioska

„Potrzebna cała wioska” to nie tylko książka, ale i wyrażenie, które już na stałe wpisało się w nasze matczyne, a może i kobiece środowisko. Komu ta wioska jest potrzebna i czy rzeczywiście?

„[…] życie na wsi dało mi bardzo wiele wiary w siebie i wiary w ludzi w ogóle. Kiedy żyjesz blisko natury, co innego okazuje się ważne. Bardzo istotne stają się relacje i to, że możesz na kimś polegać, a ktoś może polegać na Tobie. To pokazuje też jak ważna jest równowaga w dawaniu i braniu. Jeśli niechętnie pomagasz, to trudno ci później prosić o pomoc. „

W tej książce znalazłam ogrom wartościowych treści. I w pewnym momencie złapałam się na tym, że chcąc wypisać tylko cytaty, które mnie najbardziej zafascynowały, musiałabym przepisać prawie całą książkę. 😀 

Po co ta wioska?

Jako świeżo upieczona mama nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele w moim życiu zmieni dziecko. I mimo, że kochałam swoją córkę od momentu, gdy zagnieździła się w moim brzuchu, to zmiany, jakie wprowadziła, wcale nie przychodziły mi łatwo. 

Bardzo chciałam radzić sobie ze wszystkim sama. Chciałam być niezależna. Przecież jestem dorosła! Miałam przecież już skończone studia, dobrą pracę, doświadczenie zawodowe, męża. A potem „łubudu”! To wszystko okazało się niczym w porównaniu z tym, co przyniosło do naszego życia dziecko. 

Na pierwsze pół roku życia naszej córki z pewnych względów przeprowadziliśmy się wtedy do moich rodziców. To było ogromne wsparcie, ale to czego mi brakowało, to druga mama z podobnymi przeżyciami. Albo chociaż ktoś, kto rozumiałby moje obawy i wątpliwości.  

„Kiedy przychodzi ten czas, to chociaż doskonale wiesz, jak chciałabyś rodzić, to jednak siła autorytetu ludzi, którzy uważają, że wiedzą lepiej, jak to powinno wyglądać, powoduje, że się temu poddajesz. Dlatego tak pomocne bywa towarzystwo zaufanej osoby. „

Z rodzicielstwem bywa podobnie jak z porodem. Dlatego powyższy cytat, wcale nie oderwany od reszty tekstu. Bo gdy słyszysz innych bardziej doświadczonych ludzi, z autorytetem, wiedzą i Bóg wie jakimi umiejętnościami, przestajesz słuchać tego, co masz w środku. Przy porodzie i w rodzicielstwie. A jako kobiety rodzące oraz rodzice częściej potrzebujemy wsparcia, by móc działać w zgodzie ze sobą, a nie rad, które poprowadzą nas czyjąś już przebytą drogą. 

Po to właśnie jest „wioska”. Ludzie, którzy będą przy Tobie bez względu na Twoje decyzje. Którzy wesprą Cię dobrym słowem, czasem gestem, czy przede wszystkim wiarą w to, że Ty doskonale wiesz, co robisz. Ufają Tobie i pomagają Tobie wzmacniać Twoją własną wiarę w siebie i poczucie sprawczości w Twoim własnym życiu.

O autorkach – Agnieszka Stein i Małgorzata Stańczyk

Agnieszka Stein jest psychologiem z 20letnim już stażem pracy. Jest także autorką takich książek jak „Dziecko z bliska”, „Dziecko z bliska idzie w świat”, „Nowe wychowanie seksualne” i inne. Pośród książek znajdują się również 2 workbooki (o złości i o rodzicielski). Spod jej pióra (lub klawiatury) wyszło także sporo artykułów na tematy rodzicielskie, które równie dobrze można przełożyć na całe nasze dorosłe niekoniecznie tylko rodzicielskie życie. Więcej o Agnieszce możesz przeczytać z jej strony Agnieszka Stein

Małgorzata Stańczyk jest także psychologiem oraz dziennikarką i mamą trójki dzieci. W swojej pracy skupia się (podobnie jak Agnieszka Stein) na propagowaniu rodzicielstwa bliskości. W ofercie Gosi możesz znaleźć mnóstwo webinariów, a także kursów online dla rodziców i profesjonalistów. Na jej stronie Gosia Stańczyk czeka również dużo darmowych artykułów wspierających rodziców.

Obie panie tworzą dużo wspólnie, wspierają rodziców często choćby pogadankami, czy webinariami. 

„Moim zdaniem, nawet jak nie mamy pełnej wiedzy o tym, co robimy, to w pewnych granicach lepiej mieć poczucie pewności niż przekonanie, że cały czas robi się coś źle.”

O książce

Książka jest zapisem rozmowy toczonej między autorkami, Agnieszką Stein i Małgosią Stańczyk. Jest ona podzielona na pięć „rozdziałów”, tj. narodziny matki, filozofia bliskości, praca w relacjach, propagatorka bliskości i wspólnota. Na każdy z nich składają się kolejne fragmenty z podtytułami. 

Możemy tu przeczytać rozmowę o tym, że „inni wiedzą lepiej”, ale także o feminizmie, przemocy, wsparciu dla rodziców, o szkole, czy rodzicielstwie bliskości. 

Mnie osobiście bardzo spodobała się część poświęcona szkole, bo jest w znacznej mierze zbliżona do tego, co sama myślę i czuję. Czasami dobrze jest utwierdzić się w przekonaniu, że nie jest się samemu w swym myśleniu. Jako rodzice jesteśmy bombardowani tyloma twierdzeniami, badaniami i doświadczeniami, że może nam być trudno znaleźć w tym siebie lub siebie i swojego stanowiska nie opuścić. Dlatego właśnie widzę ogromną wartość w tej książce, która nie ocenia, nie nakazuje, nie potępia ani nie mówi, co jest dobre a co złe. 

„Nie musimy kupować wszystkiego, co nam sprzedają różne obecne w kulturze przekonania. Możemy tę kulturę tworzyć, możemy ją kształtować.”

Mamy wpływ...
Mamy wpływ…

Rodzicielstwo a nie macierzyństwo 

Agnieszka Stein mówi tu takie piękne słowa, że:

„Rodzicielstwo bliskości, a nie macierzyństwo bliskości.”

Bo dziecko jest „efektem” połączenia się dwojga ludzi. I jednocześnie jest także ich wspólną odpowiedzialnością. Wciąż jest tak, że to mama bywa bardzo często bardziej zaangażowana i to głównie na jej barkach spoczywa wychowanie dzieci. Ja wierzę jednak, że i dzieci, i rodzice znacznie więcej wynoszą w momencie, gdy tata i mama starają się zajmować dziećmi po partnersku. Nie oznacza to wg mnie „po równo”. Jest to ciężkie do uzyskania, gdy w grę wchodzą ludzie, a nie zwierzęta czy maszyny. Bycie elastycznym jako rodzic, to chyba jedna z ważniejszych umiejętności, jaka wg mnie istnieje. A także ogromne wyzwanie. 

„Rodzicielstwo bliskości i feminizm są sobie bardzo bliskie. Feminizm to przekonanie, że każdy człowiek, bez względu na płeć, ma prawo być traktowany równie podmiotowo, a rodzicielstwo bliskości opiera się na przekonaniu, że każdy człowiek, bez względu na wiek, powinien być traktowany z równym szacunkiem.” 

Jedno dziecko nam zwiało ;-)
Jedno dziecko nam zwiało 😉

Tata jest równie ważny jak mama! Cieszę się, że coraz więcej ojców chce się angażować w wychowanie dzieci. Jednocześnie mam świadomość, że nie da się do tego nikogo zmusić. A zaangażowani tatusiowie to wciąż mniej liczna grupa. Do tego mierzi mnie podziw, z jakim są często tacy ojcowie postrzegani, podczas gdy zaangażowana mama to najzwyklejsza oczywistość. Bo tego się od niej po prostu oczekuje. Kiedy zaangażowany tata to „miły dodatek”. 

„Z aktywnym ojcostwem jest jak z rodzicielstwem bliskości. Tego nie da się zrobić na siłę albo dlatego, że tak powinno się robić, czy dlatego, że ktoś tak każe. Po prostu się nie da. Jeśli ojciec się angażuje, to dziecko ma szansę mieć dwoje równie ważnych rodziców. Choć pewnie dla ojca może to być bardziej świadoma decyzja, bo po matce kultura się tego spodziewa, a po ojcu nie do końca.”

Tak jak autorki książki marzę o tym, by kwestie wychowania dzieci stawały się tematami nie tylko kobiecymi. I zamierzam dodawać do tego kierunku swoje 3 grosze.  

„Chciałabym, żeby tematy związane z relacją z dzieckiem nie były tematami kobiecymi. Żeby to nie były tematy, o których mówią tylko kobiety i feminizm, ale żeby to była kwestia, która obchodzi też mężczyzn. Chciałabym, żeby mężczyźni myśleli i mówili o tym, jak to zrobić, żeby w całości ich życia było też miejsce na relację z dzieckiem.” 

"<yoastmark

Bo tata ma mnóstwo do zaoferowania swoim dzieciom i partnerce. Pamiętając o tym, że bycie razem, to wspólne przeżywanie trosk i radości, wspólne radzenie sobie z życiem pod każdym względem. Nie po równo, ale razem. 

Jednym zdaniem

Rozwój to coś, co jest dla mnie bardzo ważne. Wierzę, że stojąc w miejscu, nie wykorzystuję odpowiednio tego życia, które zostało mi dane. A moim marzeniem jest jednak ten dany mi tu czas wykorzystać jak najlepiej.

„Rodzicielstwo bliskości nie jest wykonalne bez ciągłego rozwoju własnego, bez uczenia się nowych rzeczy i ma największy sens, jeśli nie ogranicza się do relacji z dzieckiem.”

Dlatego czas poświęcony na przeczytanie tej książki uważam za dający podwójną wartość. Rozwijam siebie, chcę się tą wiedzą dzielić i przekazywać dalej. Wykorzystuję ją również w odniesieniu do moich dzieci i ludzi dookoła. Pamiętając, że „nie od razu Rzym zbudowano”, a „kropla dąży skałę”. 

Z najlepszymi intencjami ślę dalej
Z najlepszymi intencjami ślę dalej

Jeśli chcesz się przekonać, czy „Potrzebna cała wioska” to książka dla Ciebie nie musisz jej kupować. Możesz ją wypożyczyć w ramach Biblioteki Dobrych Relacji. 🙂 W styczniu ubiegłego roku dzięki współpracy z Oławskim Centrum Rozwoju Społecznego Biblioteka wzbogaciła się o kolejne pozycje książkowe, między innymi właśnie o książkę „Potrzebna cała wioska”. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *