Mama, Wywiad

10 pytań do #30: Joanny Kuś, mamy, współwłaścicielki żłobka, pedagoga i nie tylko…

Joanna Kuś – zawsze uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona. Ma się wrażenie, że zawsze ma czas wysłuchać, a i chętnie doradzi. Nawet w zaawansowanej ciąży długo nie zwalniała tempa. Jest podwójną mamą, żoną, współwłaścicielką żłobka Baśniowa Kraina. Ale to także pedagog, terapeuta wczesnego wspomagania rozwoju, oligofrenopedagog oraz terapeuta ręki. Gdyby tego było mało… Jest współautorką publikacji terapeutycznych, a razem z innymi terapeutkami tworzy blog – „Domek terapeutyczny”. Pani Joanna wciąż doskonali swój warsztat i uparcie dąży do zrealizowania postawionych sobie celów w życiu tak zawodowym, jak i rodzinnym.

1. Wzięłam sprawy we własne ręce, bo…

bo wiedziałam, że jakiejś placówce chcę powierzyć swoje własne dziecko, które wówczas było jeszcze w brzuchu. Już od pierwszych chwil wiedziałam, że czas zmienić co nieco w swoim życiu. Dotąd byłam bardzo aktywną zawodowo terapeutką, współpracowałam z dwiema placówkami i często mój dzień pracy kończył się o godz. 18.00. Bardzo lubiłam swoją pracę. Czułam się potrzebna i spełniona, ale po 8 miesiącach ciąży postanowiłam przystopować. Już podczas ciąży narodził się pomysł żłobka i przez całe 9 miesięcy dążyłam razem z koleżanką do tego, aby zdążyć przed rozwiązaniem pozałatwiać wszelkie formalności. I tak też się stało. Ola do momentu narodzin spisała się na medal, obyło się bez dolegliwości ciążowych i udało się. Teraz wiem, że stworzyłam miejsce razem z nią i dla niej. 🙂 To Ola jest takim „pomysłem” na miejsce, które utworzyłyśmy wspólnie z Asią (wspólniczką). To tu moje dziecko i jej rówieśnicy mają doskonałe warunki do rozwoju, poznawania świata i do tego, by czuć się bezpiecznie.

2. Dzień organizuję sobie…

tak naprawdę w poprzedzający go wieczór. Dużo ostatnio dzieje się naokoło mnie. Choć nie zawsze uda mi się zrealizować wszystko to, co miałam zaplanowane, to czuję, że daję z siebie 100 %. Cieszę się, że mam wokół siebie ludzi, na których zawsze mogę liczyć w nagłych sytuacjach i wówczas mogę zrealizować swoje codzienne plany.

3. Na co dzień napędza mnie…

brak czasu i to, że widzę sens w tym, co robię. Praca z dziećmi i dla nich to moja pasja, a jak jeszcze mogę dołączyć do tego swoje maleństwo, to już jest pełnia szczęścia. Każdy dzień to dla mnie nowe wyzwania, czy to prywatne, czy zawodowe. Lubię żyć życiem, tym, co robię, czym się zajmuję i dzięki temu czuję się spełniona. A każda pozytywnie załatwiona sprawa, to motor do tego, aby działać dalej. Natomiast każda porażka, bo też takie mają miejsce w moim życiu, to tylko nauka na błędach, które staram się szybko rozpracować i dalej iść przed siebie.

4. Największe wyzwanie w moim życiu to…

na dzień dzisiejszy sprostać oczekiwaniom moich najbliższych, moich klientów i połączyć wszystko tak, aby nikt nie poczuł się strącony na dalszy plan. Staram się zawsze dla wszystkich znaleźć czas, z każdym porozmawiać, rozwiązać ewentualne problemy, a tym samym nie przenosić pracy do domowego zacisza. Jest to dość trudne, bo moja praca polega m.in. na częstym odbieraniu telefonu nie tylko w biurze, ale i w domu. Ale coraz częściej udaje mi się sprawy zawodowe pozostawiać za biurkiem.

5. W swoim życiu najbardziej cenię sobie…

czas wolny (o ile w ogóle go mam). Potrzebuję czasem nic nie robić, „wyłączyć się”, wypić kawę i obejrzeć ulubiony serial. I mimo, że nadal są obok moje dzieci, to i tak jest to dla mnie chwila wytchnienia. Takich chwil jest mało, dlatego każdy weekend to czas tylko dla rodziny i czasem przyjaciół.

6. Siłę czerpię z…

moich spełnionych marzeń, zrealizowanych planów, z uśmiechów moich dzieci. To nakręca mnie jeszcze bardziej do samorealizacji i snucia kolejnych pomysłów na życie.

7. Gdybym nie robiła tego, co robię teraz…

to nadal byłabym terapeutką dzieci z różnymi wyzwaniami rozwojowymi. To również moja pasja, do której mam zamiar wrócić w niedługim czasie. Zapewne nadal pracowałabym w zaprzyjaźnionym przedszkolu i otaczała się ludźmi, których lubię, cenię, i z którymi mam kontakt do dziś. Tamta praca dawała mi dużo satysfakcji, więc nadal byłabym z siebie zadowolona. To tam odkryłam, czym chcę się zajmować zawodowo.

8. Na moim „podwórku” brakuje mi…

miejsca takiego, jakie ja miałam w wieku swojej córki. Podwórka pełnego krzyku i śmiechu dzieci, podwórka pełnego odkrywczych i twórczych zabaw z rówieśnikami: w podchody, dwa ognie, w klasy i inne, które dawniej sprawiały dzieciom tyle frajdy. Uważam, że należałam do takiego pokolenia, które miało przyjemność (i znajdowało tę przyjemność) z grania i bawienia się wszędzie. Na wakacjach od rana do wieczora turniej za turniejem, zabawa za zabawą, pomysł za pomysłem. Teraz to podwórko jest, ale takie jakieś „ciche”…

9. Macierzyństwo to…

sama przyjemność, ale i duże wyzwanie. Z jednej strony nastoletni bunt, a z drugiej raczkujący szkrab. Jak z tego wybrnąć, aby nie pominąć żadnej ze stron? Trzeba przygotować się na wzloty i upadki, na radości i smutki, ale przede wszystkim na ciągłe zmiany. Macierzyństwo to piękny czas, podczas którego również można dążyć do samorealizacji i rozwoju osobistego. Sama dla siebie jestem przykładem, ze chcieć to móc, i jeżeli nic nie stanie nam na drodze, to w takim czasie też można przenosić góry. 🙂

10. Macierzyństwo nauczyło mnie…

życia na nowo. Po ponad 12 latach (bo tyle ma Natalia) byłam odzwyczajona od pieluszek, nocnych pobudek, kolek, płaczu, karmienia na żądanie, tulenia w ramionach… Aż tu nagle instynkt podpowiedział: „Zegar biologiczny tyka, więc teraz albo nigdy”. I dzisiaj jestem dumną mamą dwóch córek, dwóch zupełnie innych osobowości. Po ustabilizowanym życiu nadszedł czas chwilowego chaosu i nauczenia się życia we czworo. Nowa sytuacja wniosła do domu trochę zamieszania. Ale już 10 miesięcy za nami, znów wracamy do „normalności”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *