Mama, Wywiad

10 pytań do #7: Dominiki Bator-Wróbel, właścicielki Studia Tańca Next Dance oraz ARTS STUDIO

Energia, radość życia, optymizm – aż rażą po oczach, gdy ją widzisz. Jak tańczy – chcesz tańczyć razem z nią. Gdy się śmieje – śmiejesz się i Ty. Zaraża. Zaraża właśnie energią, uśmiechem, radością i optymizmem. Już nie raz pokazała, jak wielkie ma serce i jak chętnie i łatwo można nieść radość i pomoc innym. Panie i Panowie – dzisiaj przed Wami – Dominika Wróbel-Bator, tancerka i właścicielka Studia Tańca Next Dance oraz właścicielki ARTS Studio (które prowadzi wraz z mężem).

1. Wzięłam sprawy we własne ręce, bo…

pragnęłam tańczyć… od zawsze.. odkąd pamiętam, moim marzeniem było mieć szkołę tańca. Miejsce pełne pasji, magii i ludzi, którzy tak samo jak ja chcą  tańczyć. Początki były bardzo ciężkie (ale nikt nie mówił, że będzie lekko). W 2012 roku otworzyłam Studio Tańca Next Dance i zaczęła się moja przygoda,
na którą pracowałam od 6 roku życia (to właśnie wtedy po raz pierwszy mama zapisała mnie na zajęcia w wałbrzyskim Ośrodku Kultury ), i tak to wszystko się zaczęło. Jestem mega szczęściarą, że moja pasja stała się moją pracą i na odwrót. Nigdy nie poddałam się, uparcie dążyłam do celu, było dla mnie jasne, że z tańcem wiążę swoje życie. I nigdy, przenigdy nie myślałam, że będę robić coś innego. Poczucie niezależności, wolności jest bezcenne.

2. Dzień organizuję sobie…

Jestem totalnie niezorganizowana 😉 uwielbiam chaos i już mniej (ale też uwielbiam) ogarniać ten chaos (podobno to cecha ludzi inteligentnych ;-)), niczego nie planuję, no chyba że grafik zajęć. Ale w życiu? Hmm… po prostu żyję… dźwigam codzienność z uśmiechem na twarzy. Każdy dzień jest inny, ale
zawsze staram się go wypełnić czasem dla córeczki, męża. Bardzo mocno dbam o to, żeby mieć czas na wspólny posiłek, na dobrą książkę, a czasami na stworzenie nowej choreografii na wieczorne zajęcia zumby 🙂 Marzy mi się, żebym nie odkładała niczego na ostatnią chwilę, ale u mnie to chyba niemożliwe. Lubię jak się dużo dzieje w ciągu dnia, nie lubię stagnacji, nie lubię siedzieć w miejscu. I mocno trzymam się tego, że „po każdym dniu trzeba postawić kropkę, odwrócić kartkę i zacząć na nowo”. 🙂

3. Na co dzień napędza mnie…

moja pasja do tańca… Jak mawiała wielka tancerka, choreograf Pina Bausch-

„Nie obchodzi mnie, jak poruszają się ludzie. Obchodzi mnie to, co ludzi  porusza.”

Ważne, ile życia jest w twoich dniach! Taniec, jest jedną z  najdoskonalszych form terapii, ponieważ angażuje człowieka „całościowo” – tzn. integruje jego ciało, psychikę i duszę.” I właśnie tego się trzymam, taniec to mój „życiowy motor”. Sama mówię o sobie – tańcząca matka – wariatka 🙂

4. Największe wyzwanie w moim życiu to…

bycie mamą 🙂 Kocham ten stan, uwielbiam patrzeć na swoje dziecko, jak się uśmiecha, jak goni za motylem w upalny dzień. Jak jedząc naleśniki oblizuje paluchy z dżemu 🙂 jak zasypiając wtula się we mnie i mówi, że mnie kocha. Ale bycie mamą to również wielka odpowiedzialność, za życie drugiego człowieka. Czasami zastanawiam się (pewnie jak każda mama), czy jestem wystarczająco dobra, czy postępuje słusznie. Ale dla mnie bycie MAMĄ TO NAJPIĘKNIEJSZE WYZWANIE, JAKIEGO MOGŁAM SIĘ PODJĄĆ – mam nadzieję i życzę sobie tego z całego serca, że wszystko mi się uda i moja Lili będzie ze mnie dumna.

5. W swoim życiu najbardziej cenię sobie…

rodzinę, nie wyobrażam sobie życia bez mojej córeczki, moich bliskich, bez przyjaciół i mojej tanecznej rodziny (bo tak właśnie traktuje moje zumbiary). To wszystko tworzy MNIE. Jestem uzależniona od spotkań, od rozmów, od poczucia, że otaczają mnie cudowni ludzie. Rodzina daje mi poczucie bezpieczeństwa, przypomina o tym, co jest w życiu ważne. To miłość, która kształtuje rodzinę sprawia, że tak mocno cenię sobie jej byt.

„Bycie Rodziną oznacza, że jesteś częścią czegoś pięknego, oznacza to, że kochasz i będziesz kochany przez resztę swojego życia”

– i niech tak zostanie na zawsze 🙂 🙂

6. Siłę czerpię z…

PASJI 🙂 Pasja jest moją energią. To ona mnie ukształtowała, nadała mi charakter i pozwala każdego dnia cieszyć się życiem. Pasja sprawiła, że robię to, co  kocham. Ona daje mi siłę każdego dnia. Kiedy coś idzie nie tak, bardzo często uruchamiam muzykę i po prostu tańczę.

„Taniec jest interpretacją wolności, interpretacją siły oraz wartości. Interpretacją osobowości i szczęścia, jest lustrzanym odbiciem naszego wnętrza.”

7. Gdybym nie robiła tego, co robię teraz…

Nigdy o tym nie myślę, żyję tu i teraz… nie wiem, co przyniesie jutro, dlatego tym bardziej nie zastanawiam się nad tym, co by było gdybym… Jestem szczęśliwa, że jestem tu, gdzie jestem i tego życzę każdemu. Doceniajcie to, co jest (nawet jeżeli czasem nie jest tak kolorowo, jakbyśmy chcieli). Jak mawia moja babcia „jeżeli życie dało Ci cytrynę – zrób z niej lemoniadę” 🙂 Więc jestem TU i TERAZ
i staram się pić lemoniadę. 🙂

8. Na moim „podwórku” brakuje mi…

byłoby mi wstyd, gdybym mówiła o tym, czego mi brakuje, mając tak wiele. Jestem niezwykle wdzięczna za to, co mam, każdego dnia uczę się doceniać coś innego.

„Celem mojego życia nie jest posiadanie bogactw, ale bogactwo bycia”.

Życie jest tak szalone, przemija i tylko zastanawianie się nad tym, czego nam brakuje sprawia, że stoimy w miejscu. Nie mogę sobie na to pozwolić – pragnę żyć, uśmiechać się i po każdej porażce wstawać jeszcze silniejsza i mądrzejsza.

9. Macierzyństwo to…

najcudowniejszy dar, jaki mam od życia. Nigdy, przenigdy nie myślałam, że
człowiek może tak kochać… do końca życia zapamiętam moment, kiedy na sali porodowej przyłożyli do mojego policzka małą, rozdartą buźkę, a mnie zalała fala miłości, takiej nie do ogarnięcia, totalnie nie z tego świata. I od tamtej chwili, aż do końca mojego życia będę wdzięczna, że mogłam doświadczyć tego cudu, jakim jest macierzyństwo.

10. Macierzyństwo nauczyło mnie…

bezwarunkowej miłości. Sprawiło, że niczym lwica potrafię walczyć o
dobro swojej Lili, że jestem z niej dumna nawet wtedy, gdy nie jest idealnie, że przestałam przejmować się drobiazgami, że jak chwilę poleżę z Lili na podłodze i pooglądam gwiazdy na suficie (a w tym czasie nie odpiszę na maile, nie odbiorę telefonu albo nie nastawię prania), to świat się nie zawali. Macierzyństwo nauczyło mnie tego, że zawsze jak się śpieszę, to mojemu dziecku akurat wtedy zawsze coś wypadnie (czyt. kupka, siku, oblane sokiem ubranie albo trzeba położyć właśnie teraz lale spać bo są bardzo zmęczone ;-)). Brak poczucia czasu u dzieci – bezcenne 🙂 Ale co najważniejsze (teraz zacytuje inną mamę):

„Macierzyństwo nauczyło mnie najważniejszego, że będąc nieperfekcyjną, też można być szczęśliwą.”

AMEN 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *