O NAS, rodzice

Jak poradzić sobie z czwórką dzieci?

Często dostaję pytanie, jak radzę sobie z czwórką dzieci. To samo pytanie nurtowało mnie przed porodem. W trakcie ciąży. No to, jak sobie radzę?

Czwórka dzieci, w dodatku z niewielką różnicą wieku, to nie lada wyzwanie. Nigdy nie marzyłam o wielodzietności, ale też nigdy nie zakładałam, że będę mieć „tylko” dwoje dzieci. Marzyłam o minimum dwójce. 🙂 I tak jakoś nadszedł ten czas, gdy możemy się mianować rodziną wielodzietną. Od kwietnia tego roku, rodziną wielodzietną z czwórką dzieci. I jak chyba większość mam, zastanawiałam się będąc jeszcze w ciąży, jak ja sobie dam radę. 

przytulasy
przytulasy

Po pierwsze

Jest nas dwoje. Rodziców. Ja i mąż. Mama i tata. To nie jest tak, że tylko JA mam sobie dać radę. Oboje dajemy radę. Decyzja o kolejnym dziecku zapadła z obu stron, nie była moim samodzielnym wyborem. Tę rodzinę tworzymy razem.  

Po drugie

Błogosławieni dobrzy sąsiedzi i znajomi! To oni mieszkają najbliżej nas i nie raz ratują nas z opresji. Gdy trzeba odebrać dzieci z przedszkola czy szkoły, gdy zabraknie mleka w szafce (mąki, cukru, czy węgla na grilla). 😀 

Po trzecie

Dziadkowie pomagają, jak tylko mogą. Ale mają też swoje życie, pracę i obowiązki. Dziadkowie biorą czasem dzieci, przyjadą od czasu do czasu pomóc przy dzieciach u nas w domu lub zaopatrują nas w wałówkę. Ale zdarza się nam, że obiad pomagają robić dzieci. Albo korzystamy z mrożonek. A czasem zamawiamy coś na wynos.   

wspólne gotowanie
wspólne gotowanie

Po czwarte

Zastanawiam się, czy na pewno muszę „dawać radę”? Nie jestem robotem. Ani ja, ani mój mąż, ani dzieci. Każdemu się zdarza, że ma gorszy dzień, źle spał, źle się czuje. Bywamy zmęczeni, przebodźcowani, przytłoczeni. No i bywa, że dom wygląda jak pobojowisko. Czasem częściej niż bym chciała. 

Hmm... co tu się stało?
Hmm… co tu się stało?

Dlatego to najwyższa pora, żeby nauczyć się odpuszczać to, co mniej ważne. I zająć się tym, co naprawdę ważne. 

Po piąte

Czasem do tego naszego życia zapraszamy dodatkowe dzieci. 🙂 Może wbrew logice, czy też rozsądkowi. Ale, gdy nasze dzieci mają swoich kolegów i koleżanki, bywa naprawdę łatwiej. Pod pewnymi względami. 😉 Choć jeść trzeba wtedy dać większej liczbie osób, to jednak łatwiej to jedzenie przygotować, gdy ferajna jest zajęta swoimi sprawami i my dorośli nie jesteśmy im wtedy potrzebni. 🙂

 bo wszystkie dzieci nasze sąbo wszystkie dzieci nasze są

Poza tym uwielbiam to, że dzieci naszych znajomych lubią przebywać w naszym domu. Tylko czasem się zastanawiam, czy to nie dlatego, że pozwalamy im na zbyt wiele. 😉  

Jednym zdaniem

Odpowiadając na tytułowe pytanie, jak poradzić sobie z czwórką dzieci… Przede wszystkim: po swojemu. Pamiętając, że to co działa dziś, jutro już może nie działać. Nie ma jednego złotego środka. Codziennie trzeba próbować, czasem od nowa, a czasem zaczynając od momentu, w którym skończyliśmy w dniu poprzednim. Dzieci to bardzo wymagający nauczyciele. Bo z jednej strony, to my wychowujemy, ale to dzieci uczą nas, jak to robić. Możesz zapytać, że jak to? Dzieci nas uczą?! Tak. Bo każde dziecko jest niepowtarzalne i każde potrzebuje indywidualnego podejścia. To nie jest łatwe. Wręcz przeciwnie. To jest cholernie trudne! 

Dlatego daj sobie czas. Ja daję sobie czas. Próbuję chować głęboko (lub w końcu pozbyć się) własne surowe oczekiwania wobec samej siebie, przekonania co powinnam, a czego nie, co muszę i na co nie zasługuję.  

Nie oczekuję od siebie zbyt wiele na raz. A z czasem będzie łatwiej. A już na pewno inaczej. 🙂

P.S.

Jeśli spodobał Ci się dzisiejszy wpis lub któryś z poprzednich, może już nie raz skorzystałaś z tego, co u mnie znalazłaś, możesz postawić mi symboliczną kawę. 🙂 Każda kawa to bezcenna dla mnie wskazówka, że to, co tu piszę, przydaje się innym. A każde słowo uznania i choćby symboliczne „dziękuję” uskrzydla, jak nie wiem co. 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.