Dlaczego uprawiam ogród? (i dlaczego to wcale nie jest tylko o ogrodzie)

„Dlaczego kobiety uprawiają ogrody?” Alice Vincent – ta książka już od dłuższego czasu grzała półkę mojej biblioteczki. Czekała. Cierpliwie. Nie wiem, kiedy bym po nią sięgnęła, gdyby nie jedno, pozornie niewinne pytanie.

Jedna z moich koleżanek zapytała mnie niedawno: „Po co ty właściwie robisz ten ogród? Co ci się stało, że masz takie parcie na niego?”

I zbaraniałam… Bo w sumie, to nie wiedziałam, co opowiedzieć — sama nie wiedziałam, o co mi chodzi.

Dlaczego?
Dlaczego?

Może coś się we mnie przesuwa?

Mieszkamy tu już 10 lat. A ja dopiero od 2, czy 3 lat czuję coraz silniejszą potrzebę zajmowania się ogrodem. Nie tak „po prostu” i nie dla ładnych rabatek. Choć kocham kolory i lubię patrzeć na kwiatki (choć te, co mam w domu, to raczej szybko „tracą datę przydatności”).

Chyba potrzebuję czegoś głębiej.

Sprawdzam, co tu się dzieje.
Sprawdzam, co tu się dzieje.

Chcę, żeby rośliny były wyższe.
Żeby można się było za nimi schować przed światem.
Chcę koloru. Zieleni. Życia. A po zimie jestem tego spragniona jak człowiek wody na pustyni.

I poniekąd może właśnie dlatego sięgnęłam po książkę „Dlaczego kobiety uprawiają ogrody?” autorstwa Alice Vincent.

Ogród to tylko początek

Autorka też szuka odpowiedzi. Zaczyna od jednego pytania: dlaczego uprawiam ogród? Ale bardzo szybko okazuje się, że to pytanie jest tylko czubkiem góry lodowej. Bo ogród… to nigdy nie jest tylko ogród.

To:

  • przestrzeń
  • tożsamość
  • gniew
  • wolność
  • wybór
  • życie i śmierć, które dzieją się jednocześnie, tuż pod naszymi dłońmi.

Jeszcze jedną roślonkę?
Jeszcze jedną roślinkę?

Od połowy książki zaczęłam zaznaczać fragmenty, do których chcę wracać. Takie, które zostały mi pod skórą.

„Zaczęłam rozumieć, czego się uczę – że bycie kobietą jest złożone i potężne.”

„Nasze ogrody są przestrzeniami politycznymi.”

Ogród jako akt odwagi

Wiele mnie uderzyło w tej książce, ale jedno chyba w szczególności: to, co robimy w ogrodzie, ma znaczenie.

Każda podjęta decyzja:

  • czy pryskamy, czy nie,
  • czy wspieramy ekosystem, czy go kontrolujemy,
  • czy pozwalamy dzikości istnieć.

To wszystko jest wyborem. A wybór — oznacza sprawczość. I może właśnie dlatego ogród tak mnie ostatnio wciągnął? I wciąż mnie woła.

Jeszcze to!
Jeszcze to!

Bo to jedno z niewielu miejsc, gdzie:
– mogę działać do woli
– mogę decydować,
– mogę widzieć efekt.

Nawet jeśli to tylko kawałek ziemi.

Ogród społeczny… na wsi?

Zachwyciło mnie też pojęcie ogrodu społecznego. Choć nie jest to pierwszy raz, gdy spotykam się z tym pojęciem. I znowu zaczęłam się zastanawiać…  Czy to ma sens na wsi? Tam, gdzie prawie każdy ma swój kawałek ziemi? A może właśnie tu ma jeszcze większy sens? Bo przecież:

  • jesteśmy „napływowi”,
  • często się nie znamy,
  • każdy siedzi u siebie.

A ogród społeczny to nie tylko rośliny.

To przede wszystkim:
🌿 spotkanie,
🌿 wspólnota,
🌿 współtworzenie przestrzeni.

Na razie zapisuję to pojęcie w sobie (w jednej z szufladek w mojej głowie, ale też w pamiętniku-kalendarzu). Jak nasiono.

Niech poleży.
Niech się zadomowi.

Zobaczymy, czy (albo kiedy) wykiełkuje.

Szukam przestrzeni

Jest taki wątek, który wraca w tej książce jak refren. Przestrzeń. I kiedy to czytałam, coś mnie dosłownie ścisnęło w środku. Bo ja mam poczucie, że odkąd zostałam mamą… ciągle jej szukam. Nie tylko dla dzieci. Nie tylko dla mojej rodziny. Ale dla siebie.

Gdzie jestem JA?
Gdzie jestem JA?

Gdzie jestem ja? Ja jako Agata — nie pełniąca kolejną rolę, czy funkcję, nie „czyjaś”. Taka po prostu ja.

Gniew też ma swoje miejsce

Ta książka nie jest tylko taka eteryczna, delikatna i „ładna”. Miejscami jest też… wściekła. I to też mnie w niej ujęło. Bo ten gniew jest mi znajomy:

  • na niewidzialną pracę,
  • na bycie między rolami,
  • na bycie „trochę za mało” w każdej z nich.

To nie jest gniew o jedną rzecz czy sytuację. To wierzchołek góry lodowej. I może właśnie ogród jest miejscem, gdzie choć częściowo można ten gniew:

  • przekopać,
  • przerzucić,
  • przetworzyć?

Bez jakiegokolwiek tłumaczenia się.

Dzikość jako wybór

W tej książce jest też coś bardzo uwalniającego:

pozwolić chwastom rosnąć
pozwolić dzikości istnieć

I tutaj nie jest to widziane jako zaniedbanie. To jest decyzja. To jest powiedzenie: „robię po swojemu”. I okazuje się, że piękno nie musi być:

  • równe,
  • kontrolowane,
  • perfekcyjne,
  • od linijki.

Może być dzikie. Nieoczywiste. Po prostu nasze. Moje. I Twoje.

Chcę być tą, która sprawia, że rzeczy się dzieją

Jest w tej książce takie zdanie o jednej z kobiet:

„Jest osobą, która sprawia, że rzeczy się dzieją.”

Pomyślałam przy tym: właśnie tak chcę o sobie myśleć. Nie chcę czekać. Nie chcę odkładać. Nie chcę analizować w nieskończoność.

Chcę:

  • zrobić pierwszy krok,
  • posadzić pierwsze nasiono,
  • po prostu zacząć.

Małe rzeczy. Duże znaczenie.

Najbardziej zostało ze mną jednak to:

„Uprawiam ogród, żeby przypomnieć sobie, że jestem czymś małym i robię to, aby przypomnieć sobie, że mam znaczenie.”

I to jest chyba odpowiedź. Nie jedna. Nie ostateczna. Ale wystarczająca na teraz.

Na koniec

Ta książka jest dla mnie trochę jak manifest. Bywa, że trochę jak lustro, w którym przyglądam się samej sobie. A czasem to trochę jak rozmowa, której potrzebowałam. I wiem, że wrócę do tej książki. Bo to nie jest lektura, którą się „kończy raz a dobrze”. To raczej taka, którą się czyta razem ze sobą — na różnych etapach życia.

I myślę, że za każdym razem odkrywa się coś nowego.

A Ty?
Masz coś, co robisz „bez sensu”… dopóki nagle nie okazuje się, że ma to ogromny sens?

Co woła Ciebie?
Co woła Ciebie?

Podobne wpisy

Jeśli trafia do Ciebie to, co piszę, zostań tu na dłużej.
Znajdziesz tu trochę normalności, trochę ciepła i trochę śmiechu przez łzy.

To nie jest blog o idealnym macierzyństwie.
To jest blog o mnie. O mamie, która stara się, jak może. Po swojemu, każdego dnia.

Poniżej znajdziesz bezpośrednie linki do kilku poprzednich wpisów z cyklu #zpamiętnikamamy. Dobrej lektury! Ściskam.

Z pamiętnika mamy, która… chce wszystkiego naraz

Z pamiętnika mamy, która… ma dość kultu „nienarzekania”

Z pamiętnika mamy, która… znowu się wspięła (tym razem na Ślężę).

Z pamiętnika mamy… która zaspała na własną wyprawę w góry

Z pamiętnika mamy, która nie chce spełniać oczekiwań całego świata.

Z pamiętnika mamy, która miała dziś nie krzyczeć…

Z pamiętnika mamy, która znów się spóźniła

Z pamiętnika mamy, która znowu zapomniała

Z pamiętnika mamy, która nie chce być szoferem

Z pamiętnika mamy, która pogubiła się w zmęczeniu

Z pamiętnika mamy, która żyje tu i teraz… prawie zawsze

Z pamiętnika mamy, która… korzysta z pomocy psychoterapeutki

Z pamiętnika mamy, która… dawała świetnie radę

P.S.

Jeśli ten wpis Cię rozbawił, poruszył albo sprawił, że poczułaś się mniej samotna w tym codziennym chaosie – możesz postawić mi choćby kawę. Każda kawa to bezcenna dla mnie wskazówka, że to, co tu piszę, przydaje się innym. A każde słowo uznania i to symboliczne „dziękuję” uskrzydla jak nie wiem co. 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry