Nie chcę pamiętać tylko tego, co było miłe

Ktoś napisał mi pod jednym z ostatnich postów, że za kilka lat będę pamiętać tylko te dobre, miłe chwile. I wiem, że bardzo często tak właśnie jest. Pamięć wygładza. Zostawia to, co dobre. Rozmywa ostre krawędzie. Tylko że… ja nie jestem pewna, czy ja tego chcę.

 

Cudownie się bawimy ;-)
Cudownie się bawimy 😉

Pamiętać prawdziwie

Co jeśli ja nie chcę pamiętać tylko tego, co było miłe? Chciałabym pamiętać prawdziwie. Czyli nie tylko radosny śmiech na stoku. Cudnie zabawne i rozczulające niemowlęce stópki i pachnącego jak nic innego bobaska. Chcę też pamiętać to zmęczenie, które przychodzi falami nie tylko wieczorem. 

Chcę pamiętać nie tylko wspólne zdjęcia, ale też logistykę, która czasem przypomina układanie domina na wietrze albo domku z kart. Nie tylko te cudowne momenty bliskości, przytulasy i całusy, ale też te chwile, kiedy bywa za głośno, za dużo i za intensywnie. Możesz zapytać – dlaczego? Po co? Nie dlatego, że chcę pielęgnować trud, czy nurzać się w trudzie i egzystencjonalnym bólu (co notabene kojarzy mi się z Werterem i tymi romantycznymi bohaterami literackimi). Chcę zachować to wszystko w pamięci wcale nie dlatego, że chcę pamiętać cierpienie.

Chcę pamiętać, ile to kosztowało.

Bo to też jest część naszej historii.

wdech i wydech
wdech i wydech

Mit pięknego filmu

Mam wrażenie, że gdzieś po drodze wpadliśmy w narrację, że dobre życie to takie, które po latach pamięta się jak ładny film. Ze wzruszającą muzyką w tle. Z ciepłym światłem jak na najlepszym kadrze. I z poczuciem, że wszystko co się działo, miało sens, było harmonijne i jakoś się pięknie układało w całość.

Tylko że życie bardzo rzadko jest filmem (jeśli w ogóle). Nie każde życie nadaje się na scenariusz, a już na pewno nie na scenariusz komedii romantycznej.

Życie jest raczej:

  • niedospaniem,
  • mikrodecyzjami podejmowanymi co 3 minuty (albo i częściej),
  • emocjami nierzadko kilku osób naraz,
  • próbą pomieszczenia świata dzieci, partnera (męża), pracy i siebie gdzieś między zakupami a praniem czy sprzątaniem i innymi remontami.

I czasem jest po prostu… gęsto. Intensywnie. I ja bardzo nie chcę, żeby z mojej historii zniknęła ta gęstość właśnie.

Co znika, gdy zostają tylko miłe chwile?

Bo przecież jeśli zostanie tylko to, co było miłe, to połowa mojej historii zniknie. I jakby jej w ogóle nie było. Ale ona była! I nie chcę, żeby znikły:

  • mój wysiłek,
  • moje próby różnych rozwiązań,
  • moje momenty „nie wiem jak, ale idę dalej”,
  • mój rozwój, który nie wydarza się w łatwych momentach, ale dzieje się każdego dnia po troszkę (raz mniej, raz więcej).

Nie chcę, by zniknęła prawda o tym, jak wygląda prawdziwe życie w środku, a nie tylko na zdjęciu i to od święta.

Ktoś mi tu zrobił porządki
Ktoś mi tu zrobił porządki

Uczciwe wspomnienia

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ludzka pamięć jest wybiórcza. Wiem, że mózg chroni nas przed przeciążeniem i bez naszej świadomej decyzji sam dba o to, by nie przeciążać nas zbyt dużą ilością wspomnień chociażby. I pewnie za kilka lat nie będę pamiętać mnóstwa szczegółów. Ale jednak chciałabym pamiętać emocjonalną prawdę tego czasu, który mamy choćby teraz. Już się zdarza, że nie pamiętam miliona rzeczy czy sytuacji, jak dzieci były malutkie (bo przecież oni są coraz więksi i starsi!!!! AAA!).

Bardzo chcę jednak pamiętać, że było:

  • czasem pięknie,
  • a czasem trudno,
  • czasem śmiesznie,
  • a czasem ponad siły.

I chcę pamiętać  o tym, że to wszystko było właśnie naszym życiem. Nie jego błędem, czy „gorszą wersją”. Po prostu życiem. 

Chyba chcę wierzyć w to, że to jest moje dojrzewanie do myśli, że nie potrzebuję mieć pięknych wspomnień. Wystarczą mi takie uczciwe.  Takie, w których jest miejsce na światło i na cień. Na dumę i na zmęczenie. Na radość i na momenty, kiedy naprawdę nie wiedziałam (wciąż nie wiem), jak to wszystko ogarnąć.
Bo to też jestem ja.
I to też jest moja historia.

I chyba właśnie dlatego chcę móc do niej kiedyś wracać. Nie tylko do zdjęć, nie tylko do tych najładniejszych momentów. Chcę wracać do tego wszystkiego, co było pomiędzy. Chcę kiedyś usiąść, spojrzeć na to z perspektywy lat i móc z pełną szczerością powiedzieć:

to było dobre życie.

Nie idealne.
Nie zawsze łatwe.
Nie zawsze piękne na zdjęciach.

Ale prawdziwie nasze.

oddychaj
oddychaj

Chcę móc powiedzieć też coś jeszcze: że odwaliłam kawał dobrej roboty.
Jako kobieta.
Jako mama.

Że my — jako rodzina — naprawdę się staraliśmy.
I że nawet jeśli bywało różnie, to jednak…

daliśmy radę. 

 

Podobne wpisy

Jeśli trafia do Ciebie to, co piszę, zostań tu na dłużej.
Znajdziesz tu trochę normalności, trochę ciepła i trochę śmiechu przez łzy.

To nie jest blog o idealnym macierzyństwie.
To jest blog o mnie. O mamie, która stara się, jak może. Po swojemu, każdego dnia.

Poniżej znajdziesz bezpośrednie linki do kilku poprzednich wpisów z cyklu #zpamiętnikamamy. Dobrej lektury! Ściskam.

Z pamiętnika mamy, która… chce wszystkiego naraz

Z pamiętnika mamy, która… ma dość kultu „nienarzekania”

Z pamiętnika mamy, która… znowu się wspięła (tym razem na Ślężę).

Z pamiętnika mamy… która zaspała na własną wyprawę w góry

Z pamiętnika mamy, która nie chce spełniać oczekiwań całego świata.

Z pamiętnika mamy, która miała dziś nie krzyczeć…

Z pamiętnika mamy, która znów się spóźniła

Z pamiętnika mamy, która znowu zapomniała

Z pamiętnika mamy, która nie chce być szoferem

Z pamiętnika mamy, która pogubiła się w zmęczeniu

Z pamiętnika mamy, która żyje tu i teraz… prawie zawsze

Z pamiętnika mamy, która… korzysta z pomocy psychoterapeutki

Z pamiętnika mamy, która… dawała świetnie radę

P.S.

Jeśli ten wpis Cię rozbawił, poruszył albo sprawił, że poczułaś się mniej samotna w tym codziennym chaosie – możesz postawić mi choćby kawę. Każda kawa to bezcenna dla mnie wskazówka, że to, co tu piszę, przydaje się innym. A każde słowo uznania i to symboliczne „dziękuję” uskrzydla jak nie wiem co. 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry