Sztuka mówienia „nie”. O granicach, które budują relację

W ubiegłą sobotę w Warsztatownia Łąkowa 2 odbyło się czwarte spotkanie z cyklu z Kasią Kubiczek. Tym razem zebrałyśmy się, żeby przyjrzeć się tematowi, który potrafi naprawdę „namieszać”: granice i sztuka mówienia „nie” z czystym sumieniem. I zaczęłyśmy od najprostszego słowa świata. Nie. Jak się z nim macie?

„Nie” – krótkie, proste, bez tłumaczeń

Jedna z rzeczy, która wybrzmiała najmocniej:
krótka forma jest wystarczająca.

Nie.
I koniec.

Bez rozbudowanych uzasadnień. Bez tłumaczenia się. Bez opiekowania się emocjami drugiej strony. Bo każde dodatkowe zdanie często jest… oddawaniem odpowiedzialności. Tak jakbyśmy mówiły: „zobacz, czy to dla ciebie okej, że ja odmawiam”. A przecież to jednak my jesteśmy dorosłe. Co więcej – jeśli chcemy, żeby nasze dzieci potrafiły kiedyś powiedzieć „nie” w ważnych momentach (również w kontekście presji rówieśniczej, używek, relacji), to muszą zobaczyć, jak my to robimy. Krótko. Pewnie i bez wchodzenia w długie wyjaśnienia.

Katarzyna Kubiczek w Warsztatownia Łąkowa 2
Katarzyna Kubiczek w Warsztatownia Łąkowa 2

Granice nie są przeciwko relacji. One ją tworzą

Padło zdanie, które we mnie zdecydowanie zostanie na długo:

Konfrontacje budują rodzinę.

Codzienność to nieustanne próby przekraczania granic. Dzieci sprawdzają, gdzie jest ten moment „dość”. I jeśli próbujemy zmiękczać komunikat, łagodzić ton, negocjować w nieskończoność… to one będą próbować dalej. Aż w końcu trafią na mur.

I paradoksalnie – ten mur daje im poczucie bezpieczeństwa.

„Nie” a emocje dziecka

To nie było spotkanie o byciu „twardą mamą”. To było spotkanie o świadomym byciu dorosłą osobą w relacji. Bo „nie” nie oznacza odrzucenia emocji dziecka. Można powiedzieć „nie” i jednocześnie:

  • przyjąć emocje,
  • być blisko,
  • przytulić.

Kasia pokazała bardzo konkretny obraz: kiedy dziecko wpada w histerię, można je przytulić… nawet od tyłu. Nie po to, żeby zatrzymać emocje. Ale żeby dać im bezpieczną przestrzeń do przeżycia.  Bo dzieci nie potrzebują, żebyśmy wszystko nazywały i tłumaczyły.
Potrzebują czuć i przechodzić przez emocje.

Rodzic też ma potrzeby

Mocne (i dla wielu z nas nieoczywiste) zdanie:

Potrzeby rodzica są tak samo ważne jak potrzeby dziecka.

A nawet – w zdrowym modelu rodziny – to dorosły bierze odpowiedzialność za siebie i swoje decyzje. Nie jesteśmy ofiarami naszych dzieci. Nie jesteśmy „uwięzione” w ich potrzebach. To my decydujemy.

Granice?
Granice?

A co z tłumaczeniem?

Tłumaczenie ma swoją funkcję – szczególnie u młodszych dzieci, gdzie pomaga im się regulować.

Ale jednocześnie:

  • może być nawykiem,
  • może być czymś, co… same kiedyś dostałyśmy,
  • może być próbą uniknięcia dyskomfortu.

Bo prawda jest taka, że: „nie” jest jedną z najtrudniejszych rzeczy w rodzicielstwie.

Autonomia, wpływ i… trochę miejsca dla dziecka

W rozmowie pojawił się też ważny balans:

  • nie opieramy rodzicielstwa na kontroli,
  • mamy wpływ (np. na to, co jest w domu),
  • ale nie kontrolujemy wszystkiego.

Dzieci uczą się przez przykład. A relacja to nie miejsce, gdzie zawsze jest „po mojemu”. Czasem jest. Czasem – nie. I to też jest okej.

I jeszcze jedno: bliskość od początku

Ważne doprecyzowanie:
dzieci 0–18 miesięcy są poza tym systemem granic „jak u dorosłych”.

Tu króluje bliskość, uważność, reagowanie na potrzeby.
Granice wchodzą później – razem z rozwojem.

Następne spotkanie

Jeśli czujesz, że ten temat w Tobie pracuje (a podejrzewam, że pracuje…), to zapraszam Cię na kolejne spotkanie z Kasią Kubiczek.

Już w najbliższą sobotę o 18:00 w Warsztatownia Łąkowa 2
temat: „Rodzice jako para”.

Bo kiedy uczymy się być w relacji z dzieckiem… nie możemy zapominać o tej pierwszej relacji, od której wszystko się zaczęło.

Przyjdź. Posłuchaj. Pobądź.
A może też… powiesz swoje „nie” temu, co już Ci nie służy.

P.S.

Jeśli trafia do Ciebie to, co piszę, zostań tu na dłużej. Znajdziesz tu trochę normalności, trochę ciepła i trochę śmiechu przez łzy.

To nie jest blog o idealnym macierzyństwie.
To jest blog o mnie. O mamie, która stara się, jak może. Po swojemu, każdego dnia.

A jeśli ten wpis Cię rozbawił, poruszył albo sprawił, że poczułaś się mniej samotna w tym codziennym chaosie – możesz postawić mi choćby kawę. Każda kawa to bezcenna dla mnie wskazówka, że to, co tu piszę, przydaje się innym. A każde słowo uznania i to symboliczne „dziękuję” uskrzydla jak nie wiem co. 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry