Wycieczki za miasto

Pomysł na weekend #1: Piknik Lotniczy w Szymanowie

Weekend to taki czas, gdzie nie tylko trzeba sobie zaplanować czas i uwzględnić w nim sprzątanie, gotowanie i nadrabianie zaległości, ale przede wszystkim nie zapomnieć o najważniejszym – czasie dla rodziny.

O ile w soboty bywa różnie – mąż pracuje (budowlanka rules!), dom trzeba ogarnąć, jakiś obiad zrobić (może wyjeść resztki z lodówki?), zakupy (przecież w niedzielę znów zamknięte, ups!) i jeszcze mnóstwo innych przydatnych rzeczy, o tyle w niedzielę staram się, żebyśmy nie zapominali o sobie i naszej rodzinie. Nie tylko tej najbliższej, którą mamy pod naszym dachem. Ale i o babciach, rodzeństwie, czy kuzynostwie (np. naszych dzieci). Bywają niedziele, gdzie czas ten spędzamy tylko i wyłącznie w gronie rodzinnym. Te relacje stoją u mnie na bardzo wysokim miejscu. Ale zdarzają się niedziele (czy też weekendy w ogóle), kiedy planuję coś, powiedzmy, ekstra. 🙂

Wow!
Plan na weekend

Weekend także trzeba zaplanować. Planujecie? Nie mówię, że u nas to idealnie i zawsze wychodzi, bo plany są po to, by je zmieniać. 😀 Ale jednak grunt to jakiś plan posiadać. Dlatego czy to przeglądając Facebooka, czy to rozmawiając ze znajomymi, staram się zbierać informacje o ciekawostkach z regionu. Zapisuję w telefonie lub kalendarzu i czasem omawiam z mężem. 😉 Z maluchami raczej trzymamy się bliżej domu, a dalsze wyjazdy zdarzają się nam ostatnio rzadko. Raczej unikam Wrocławia – jego gwar, ruch tam panujący, ilość ludzi i wszystkiego dookoła mnie po prostu przytłacza. Preferuję większą przestrzeń i świeże powietrze, gdzie dzieci mogą się wybiegać. Staram się szukać takich wydarzeń, które mogą zainteresować nie tylko nas, ale i przede wszystkim nasze maluchy. Tym razem padło na Piknik Lotniczy w Szymanowie, organizowanym przez Aeroklub Wrocławski.

Fot. Krzysztof Wilma
Piknik

Jadąc na Piknik miałam nadzieję pokazać dzieciom samoloty i inne „obiekty” latające. Sama tego nie potrzebuję (choć byłoby miło), ale chciałam, żeby dzieci mogły dotknąć tych niesamowitych maszyn, dosłownie i w przenośni. Niestety z tym dotykaniem to było tak, że nie znaleźliśmy żadnego samolotu, który moglibyśmy rzeczywiście podotykać. Może nie dotarliśmy tak, gdzie trzeba? Bardzo mi tego brakowało. Owszem – akrobacje w powietrzu – niesamowite. Nawet roczny Antek patrzył i pokazywał paluszkiem jak zaczarowany – helikopter, samoloty, paralotnie, spadochrony. Moim marzeniem jest skok ze spadochronem, o czym powiedziałam Anielce. Nawet ona stwierdziła, że to byłoby super. 😀

Spadochroniarze – kiedyś polecę i ja! Fot. Krzysztof Wilma

Spore wrażenie zrobiły na nas pokaz lotu śmigłowcem oraz lot paralotnią. Ci ludzie są po prostu niemożliwi!

Lot paralotnią, Fot. Krzysztof Wilma

Największą chyba atrakcją był pokaz akrobacji samolotowej Grupy Żelazny. Przepiękny widok, synchronizacja, dym – robiło wrażenia także na maluchach.

Grupa Żelazny, Fot. Krzysztof Wilma
Inne atrakcje

Oczywiście nie obyło się bez takich atrakcji dla dzieci, jak dmuchane zamki (Antka nie mogliśmy wyciągnąć), modele samolotów (nie wiem, co w tym modelu kosztowało 30 zł!), słodkie przekąski (lody, wata cukrowa, mini-pączki).

I jak tu dziecku odmówić?

Były warsztaty bębniarskie, gdzie każdy mógł spróbować swoich sił.

Bębny także robiły wrażenie

Co do jedzenia, to za dużego wyboru nie było: grill (kiełbaski, karkówka, standard), foodtruck’i z burgerami i tostami. Spore kolejki może nie odstraszały, ale jednak zniechęcały i jak już przychodziło co do czego, to dzieciom np. odechciewało się jeść. Uhh…

Podsumowanie

Ja nie wiem, czy ja się kiedykolwiek nauczę na takie plenerowe imprezy (piknik!) brać choćby kocyk! Bo miejsc siedzących było jak na lekarstwo, czytaj tyle co nic! Przy dmuchańcach swoje miejsce chciał mi odstąpić przemiły pan z obsługi. Co prawda w tamtej chwili jeszcze tego nie potrzebowałam, ale chwała mu za dobre chęci. Bo przy stolikach, gdzie poszliśmy zjeść, naturalnie miejsc siedzących brak, a o miejsce przy stoliku w ogóle (takie stojące!) trzeba się było prawie bić. Nie wiem, czy pod tym względem impreza przerosła organizatorów? Za dużo ludzi? Nie pomyślał ktoś, że ludzie będą chcieli zjeść, usiąść? Że będą z dziećmi?

Bardzo, ale to bardzo brakowało jakiejś namacalnej maszyny dla dzieci, którą mogłyby dotknąć, „pogłaskać”, może usiąść w niej? Pamiętam z dzieciństwa, kiedyś miałam okazję uczestniczyć w Poznań Air Show. Zapadło mi w pamięć, że były maszyny, których można było doświadczyć również po dziecięcemu – czyli właśnie dotknąć. Wiecie, jakie wrażenie robi to na dzieciach? Ogromne! Bo zmysłów mamy aż 5 , a w wypadku dzieci dotyk jest najważniejszym z nich! Naprawdę ogromna szkoda, że maszyny mogliśmy pooglądać jedynie zza ogrodzenia.

Pokazy tego pikniku lotniczego robiły wrażenie. I na nas dorosłych, i na dzieciach. I myślę, że dla nich pojedziemy jeszcze nie raz na tego typu imprezę. Następnym jednak razem wyposażę się co najmniej w kocyk. Albo jakieś przenośne krzesełko. I prowiant. Cały koszyk prowiantu.

Nadchodzący weekend

Gdybyście potrzebowali inspiracji, gdzie wybrać się z dzieckiem w najbliższy weekend, zajrzyjcie koniecznie do naszego kalendarza! 😊 W sobotę w Oławie jest np. Piknik z PSEM, na który my zamierzamy wpaść choć na chwilkę. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *